Jest pogoda, jest czas po pracy - trzeba jechać :-) Ruszam zaraz po deszczu, trochę się pochlapałem z powodu braku błotników (fatalnie wyglądają do "cienkiego" koła 1,7) , trzeba było też uważać na chodnikach i szynach. Strzeliłem fotkę Coleoniemu, na nim deszcz nie wywarł żadnego wrażenia, sprawiał nawet wrażenie zadowolonego z obmycia zbroi...
Pomnik Coleoniego, plac Lotników
Potem postanowiłem zrobić nawrotkę przez Bosmańską Strzałę, dzięki czemu nie czekałem na światłach. Bulwar Gdański, Bytomska i ukochane miejsce machania łopatą.Po pracy mimo nieprzyjemnego wiatru decyduję się na przejazd przez Police. Oj , po majówce kierowcy nie mieli najlepszej formy, miałem trzy bliskie spotkania, po prostu non-stop trzeba w mieście uważać... Uciążliwy ruch aż do samych Polic, z ulgą wjechałem na ścieżkę rowerową w stronę Tanowa, mimo konieczności jazdy pod wiatr. Odpocząłem na baton-brejku w wiacie przystanku w Tanowie i potoczyłem się w stronę domu normalna trasą via Pilchowo / Głebokie / halę AA. Spina na Litewskiej, tylko wyrównałem swój wynik, Diabeł dalej poza zasięgiem :-) Unii w trakcie asfaltowania, czyli powrót przez Szenwalda i Ostrawicką.
Mapka z powrotu.
Komentarze (6)
Sobota rano też jest w miarę OK, natomiast popołudniowe powroty zaraz po pracy to masakra...
Dzięki Adam, w tym roku mam po prostu więcej od Ciebie szczęścia do rowerowania. Staram się małymi krokami wykonać 5k, do tego trzeba czasu i trochę szczęścia do pogody :-)
Podziwiam rowerzystów jeżdżących po Szczecinie...naprawdę jak mam przejeżdżać przez to miasto na każdym kroku dostaję gęsiej skórki a głowa 360 stopni.
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)