Etap 32 - gorzki smak Scheldeprijs

Tak to wyglądało przez ponad 30 km, czułem się jak szosowcy próbujący dospawać do Jamesa77 jadącego na fullu 26", czyli dosyć bezradnie. Oczywiście nie była to wina sprzętu, a brak talentu jeźdźca... Arek i Krzysiek zostawali mnie wspomagać, sypały się cenne, doprowadzające do białej wściekłości rady ...W końcu przestałem zachowywać się rozsądnie i wrzuciłem najtwardsze biegi, mimo, że miałem wątpliwości, czy dam radę się na nich utrzymać do końca dystansu. Dospawałem do grupy i tu był kolejny mini-kryzys, bo oni akurat przyspieszyli, żeby wyprzedzić grupę pracowników banku KBC, czyli nie było jak złapać oddechu. Na szczęście złapałem go na 38 km po złapaniu gumy przez jednego z naszych kolegów. Grupa karnie poczekała na usunięcie awarii a ja od tego czasu już jechałem grupowo, ze zdumieniem stwierdzając moc jazdy w mini peletonie. Na ogół jechaliśmy parami ze zmianami partnerów, kolejni pytali mnie o moje opony i używanie na tej trasie Przecinaka. Opowiadałem o przejechaniu 200 km na terenowej oponie 2.0 i dochodzili do wniosku, że postanowiłem po prostu ostro potrenować przed dystansami ultra, a ja ich nie wyprowadzałem z błędu ;-) Po bardzo przyjemnej dewiacji z trasy wycieczki na piwo-stop u koleżanki z belgijskiego biura pokazałem moc Przecinaka na leśnej drodze prowadząc tam nasz peleton. Trasa generalnie bardzo płaska, 2 wzniesienia to były mosty :-)
Z utrudnień trafiły się dwa odcinki bruku po kilkaset metrów, dzięki Przecinakowi i maści na ból dupy nie było to żadnym problemem, akurat tam niewielu mnie wyprzedziło. Dotarliśmy wszyscy w dobrej formie na metę, tam regeneracja przy pomocy spagetti oraz chmielu. Docieramy rowerowo do hotelu i z przerażeniem odkrywam, że zaginął mój przyjaciel, mały Magneto... Był zamocowany zamkiem torebki podsiodłowej, nawet poprawiałem go przed brukiem... Od razu przygoda nabrała gorzkiego smaku, mam duże poczucie straty. Życie Magneto nie było usłane różami. Został poczęty w biurze marketingu i trafił do nas jako gratisowy gadżet z paczką herbaty. Nie mógł znaleźć sobie miejsca, zazwyczaj oplatał magnetycznymi łapkami łeb figurki Lenina na biurku aż w końcu kiedyś zniknął. Odnalazł się niedawno przy okazji przemeblowywania pokoju, spędził dłuższy czas w ciemnicy za komodą. Chciałem wynagrodzić mu krzywdy zabierając go na wspólne przejażdzki i szczerze go polubiłem. Niestety, nie dopilnowałem go i więcej go tu już nie zobaczycie... Przeprowadziłem wstępny casting na jego zastępcę, ale kandydaci powiedzieli, ze nie jestem godzien zaufania i żebym sp..., znaczy dał im spokój. Mam tylko nadzieję, że nie leży gdzieś na flamandzkim bruku, tylko został porwany przez kogoś na parkingu przy mecie. Przyjacielu, obyś znalazł lepszy los i pana, który o ciebie zadba. Nie mogę już dłużej pisać, bo zalewam łzami klawiaturę.
Magneto, wybacz i żegnaj. Ofiaruję ci niezapomniany sygnał pożegnalny grany przez szeregowca Prewitta ...

Ostatnia fotka....
Mapa , dystans łączony dojazdowo-powrotowo, bo to nie był wyścig. Zresztą, kogo to teraz obchodzi....




