Etap 22 - 1000, czyli komediodramat w jednym akcie alias do wykopu # 6

Poniedziałek, 16 marca 2015 · Komentarze(8)
Po wczorajszej wspinaczce, która dała też trochę dystansu w poziomie, było wiadomo, że jadąc dziś do pracy osiągnę barierę 1000 km przejechanych w tym roku. Do wykopu potoczyłem się powolutku, unikając pokusy "Różanki Uphill", zresztą doszły mnie słuchy, że Cyborg_dymający_szosy_fullem_26" wkrótce zamknie temat na tym segmencie na dobre. Po pracy Arek kusi na zaliczenie garminowego segmentu na Taczaka, bo wiatr sprzyja. Ruszamy w promieniach chylącego się ku zachodowi słońca...

Tu miało być zdjęcie, ale mój chujofon nie współpracuje dzisiaj z Google, tym samym kończy on swoją fotograficzną karierę. Albo będą zdjęcia z aparatu "normalnego", albo wcale. Mój cyfrowy analfabetyzm już nawet mnie nie denerwuje, godzę się z tym, ze jestem analogowym rupieciem. 

Tniemy do miasta, podjazd na Owocową, gdzie mogę podziwiać plecy Arka, potem przez Sowińskiego i Szwoleżerów pod cmentarz. Cieszymy się jazdą ścieżką wzdłuż parku wiecznego spoczynku. Powoli nadchodzi czas zmierzenia się z segmentem na Taczaka, uprzedzam Arka, ze zaczyna się od razu przy światłach. Skacze pierwszy , ja za nim. Po krótkiej chwili już go nie widzę w przyzwoitej odległości, a dosyć długo trzymałem 30kę na liczniku... Złośliwy Garmin nawet tego nie policzył, mam w dupie tą całą zabawę w segmenty, wyrzucam to z mózgu i wracam do "normalnego" jeżdżenia. Garmin potraktował mnie komediowo, a uświadomienie sobie nędzności swojego pedałowania na tle kolegów trąci dramatem. Dodatkowo to gdzieś tam pękł pierwszy tegoroczny tysiąc - zamiast huku fajerwerków miało to wydarzenie dla mnie gorzki efekt ludzkiego bengala, i to mało udanego, takiej cienkiej bździny...

Jedziemy razem przez Bezrzecze , nie muszę dodawać, ze segment na Nauczycielskiej też nie został mi zaliczony. Rozstajemy się na rondku za Redlicą, kieruję się przez płyty do drogi Dobra - Wołczkowo. Hartuję charakter jadąc centralnie pod wiatr, powoli mijam Wołczkowo / Głębokie, Wojska, Halę AA i docieram do domu. Jutro odpoczynek od roweru.

Koniec ze sportem, na to zdecydowanie za późno, nie te oczy. Niech żyje tempo turystyczno-fotograficzne :-)

Komentarze (8)

Ula - dzięki za czas poświęcony na komentarz tego nędznego wpisu. Wulkan wygasł szybko - mam na swój rower stały pomysł, o lata świetlne odległy od rozpędzania go do 40 km/h pod górkę. Bujanie to mój stajl, przychodzi mi z przyjemnością , także wybaczcie, ale jeszcze wasze komputery pomęczą się z moją niewydolnością. Dakotka daje radę jako mapnik, nawigator i licznik dobra wszelakiego, kij z segmentami. Do zobaczenia w sieci web i na szlaku, sssss...

leszczyk 19:40 wtorek, 17 marca 2015

niech zyje !!!! uwielbiam je !! :)

tunislawa 18:28 wtorek, 17 marca 2015

No no, ale wulkan frustracji, mam nadzieję, że chwilowy. ;) Cudów nie ma, albo się "bujasz", albo trenujesz. Samo nic nie przyjdzie, trochę pracy trzeba włożyć. Trzeba rozbujać serce i porobić trochę interwałów, popracować nad kadencją, siłą, wytrzymałością. Kwestia priorytetów. Samo przyciśnięcie na niektórych segmentach to za mało. Miałam podobny dylemat kilka lat temu i stwierdziłam, że mi się nie chcę cisnąć z wywieszonym ozorem, wolę się bujać, leniwie lub jeszcze bardziej leniwie. ;)
Segmentów niektórych uparcie nie widzisz przez Dakotę, mam tak samo. Z loggera Holuxa jest jeszcze gorzej i rzadko kiedy jakikolwiek segment się pokazuje. Trzeba mieć któregoś Edka albo aplikację na Androida Stravę lub RideWithGPS, z tych śladów najczęściej wszystkie segmenty, które powinny pojawiają się.

ula 15:33 wtorek, 17 marca 2015

Mirek, spokojnie sobie popodróżujemy. Koksy robią zdjęcia głównie sobie z ręki, z pędzącego roweru, my zobaczymy coś więcej :-)

leszczyk 15:26 wtorek, 17 marca 2015

Piotruś, nie denerwuj się, zgoń to na przesilenie wiosenne, ale w Twoich ostatnich słowach "Niech żyje tempo turystyczno-fotograficzne" jest też dużo prawdy, po ostatnich choróbskach, które wysysają ze mnie całą energię dochodzę pomału do tego samego wniosku...cóż są "koksy" są też "podróżnicy".

srk23 14:47 wtorek, 17 marca 2015

To nie zwątpienie, to trzeźwe spojrzenie na rzeczywistość. Im szybciej wytępię w sobie początki koksiarstwa, tym lepiej dla mojego jeżdzenia. Z pisarstwem nie przesadzaj, wszyscy znajomi piszą ciekawie, dlatego tu jesteśmy - nie dla samych statystyk.

leszczyk 21:39 poniedziałek, 16 marca 2015

Piotrze, skąd te chwile zwątpienia? Powiem tak, jeździć możesz jak każdy z nas, kwestia poświęcenia czasu, którego ewidentnie Ci brakuje. Natomiast nikt z nas nie będzie NIGDY pisał tak jak Ty - tego się nie da "wytrenować". Jeśli zostaniesz pisarzem obiecuję, że kupię wszystko co wydasz :)
PS. A teraz do BOJU!

lenek1971 21:27 poniedziałek, 16 marca 2015
Wpisz dwa pierwsze znaki ze słowa gowdu

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]