Dzisiaj niedziela - wypadałoby zacząć od krótkiej modlitwy. Co prawda patronką kolarzy jest Madonna del Ghisallo, ale może bardziej porozumiem się z męskim patronem wspinaczy, czyli Św.Bernardem, w końcu bernardyny w beczułkach nie przenosiły na ratunek wody niegazowanej... O patronie tych, co pełzną z mozołem pod górę, wiem, że nie lubisz tych, co piją... To znaczy mało piją ... Miły jest ci wysiłek skruszonego grzesznika, który i przy stole i podczas wspinaczki daje z siebie wszystko... Zatem ofiaruję Ci mój trud na północnych pagórkach, ślubując, o niezłomny wspinaczu, że nie spocznę , dopóki nie wypocę toksyn z trujących roślin kręcąc przynajmniej 600m przewyższeń. Amen. No to alleluja i do przodu... Na początek Miodowa, podczas zjazdu dogania mnie biker na czarnym Scotcie, pytając, czy udaję się z zbiórkę na Głębokim. Z uśmiechem wyjaśniam, że przy moich osiągach usmażą mnie już do Wołczkowa i grzecznie dziękuję za wspólną przejażdżkę. Śmiał się, mówiąc, że wszystko zależy od tego, ilu pojawi się wariatów, ale wcale nie jest tak tragicznie. Po czym jak przycisnął, to zniknął mi z oczu tak szybko, że zastanawiałem się, czy to wszystko mi się nie przywidziało... Faktycznie na Głębokim już formowała się sfora chartów i pędziwiatrów, ja mam inne zadanie na dzisiaj, kieruję się na Leśno. Robię podjazd z obu stron, każdy ma inną charakterystykę, więc nie jest to powtórzenie, bo ambicją moją dzisiaj było nie powtarzanie podjazdu tej samej ulicy. Po odpoczynku jazdą przez Police przyszła pora na wzniesienie przęsocińskie. Ruch zetpeeli pomógł mi przetrwać "Rammstein" , tupot butów Wehrmachtu w każdym Polaku budzi chęć do wzmożonego wysiłku ;-) Po zjeździe skręcam w stronę Skolwina, zauważam w Mścięcinie głaz upamiętniający miejsce, gdzie stał kiedyś kościół.
Pamiątkowy głaz w Mścięcinie
Na Skolwinie dłuższa chwila postoju na zamkniętym przejeździe, akurat żeby zebrać siły na podjazd pod Inwalidzką. Przy kościele tablica poświęcona gen.Borucie-Spiechowiczowi, który po powrocie z niewoli osiadł w tej dzielnicy.
Zaczyna przelotnie padać, ale jestem w miescu, z którego nie opłaca sie już wracać, taka sama droga. No to tańczymy dalej - raźno zmierzam na Stołczyn, podjeżdżam nad Odrą z przejściem w Kościelną. Udaje mi się omijać szklane pola minowe stawiane przez tamtejszą żulię, kręcę pod górę Ks.Dąbrówki. Potem pora na nowość - podjazd po bruku ul.Narciarską i Górską. Zwłaszcza ta druga dała mi w kość, mialem moment załamania, ale honorowo podjechałem w asyście gromkiej ożeszkurwymaci ;-)
Początek Narciarskiej
Bruk na Górskiej
Potem Golęcińską do Nehringa, stamtąd na spotkanie ze Strzałowską i Zielną. Po tym wysiłku byłem tak zakręcony, że zapomniałem o Świętojańskiej !!! Stąd tytuł "niepełna"... Potem Robotnicza i Hoża, dalej w Małe Błonia i na Podbórz, po czym zjazd Miodową z tradycyjnym zakończeniem Wojska / halą AA i Litewską. Szkoda mi tej Świętojańskiej - ale już wydaje mi się bardzo prawdopodobne, że gdy ją dołożę, a dodatkowo wczołgam się na Stalmacha, Rugiańską i Wilczą, to może to przynieść 1000 m na jeden dosiad bez konieczności wizyty pod Panoramą lub na Kołowie. Spróbuję tego przy następnej okazji, czego nie omieszkam zaraportować, rzecz jasna.
Muzycznie przyznaję sobie w nagrodę pieśń o koksie ;-) - dziękuję również Św.Bernardowi za wsparcie.
Komentarze (8)
Ula, za ten policzek nie nadstawię drugiego, tylko w niedzielę pojadę powyciskać wszystkie tamte pryszcze, co tylko się wznosi i na drzewo nie ucieka :-) Potem wrócę do domu tramwajem , hej !
Adam G. - może jeszcze w Wielkim Poście zaliczę pełną Koronę z Diamentami i Liśćmi Dębowymi ;-)
Adam P. - dzięki, nie ukrywam, ze inspirowałem się Twoją niedawną wspinaczką w tamtych rejonach :-) Można się tam fajnie zmęczyć...
Jarro - dziekuję, na ustawce z koksami nic mi to nie pomoże, odwlecze tylko w czasie kwestię odpadnięcia od peletonu ;-)
Mirku - zdrowie wnuka to priorytet, dziecko nie opite, to dziecko chorowite ;-) Musze coś robić, żeby Tobie kebab za bardzo nie wystygł, jak będziesz na mnie czekał w Uecker66 ;-)
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)