Całe szczęście, że na wczorajszy ciężki ostrzał nie odpowiedziałem ostra kanonadą, ale jak wytrawny dowódca Wehrmachtu z lat 1944-45 zdecydowałem się na manewr odwrotu na z góry upatrzone pozycje. Dzięki temu przeciwnik wystrzelał najcięższa amunicję na ziemię niczyją, zachowałem spokój i zdolność do kontrataku , dzięki czemu dzisiaj uzyskałem w miarę bezboleśnie zgodę na rejzę do pracy na rowerku. Błyskawicznie - jak na mnie - wskoczyłem w zbroję i ruszyłem podobnie jak wczoraj przez park , Jasne Błonia, plac Grunwaldzki i Lotników i ścieżkami do Odry. Tym razem do bramy na Bytomskiej przez Bulwar Gdański, zawsze to kilkaset metrów więcej ;-) Po pracy ruszamy z Arkiem zobaczyć miejsce dzisiejszej katastrofy kolejowej w Warzymicach. Na chwilę techniczna przerwa na Bulwarze Gdańskim , potem przez Most Długi i w lewo do dworca, Owocowa, Sowińskiego, Mieszka, Południowa i jesteśmy w Warzymicach.
Korek na Trasie stoi jak młodemu w noc poślubną ;-)
Miejsce zderzenia pociągu z wywrotką wyglądało przerażająco, żal mi ludzi, których furgonetkę debil z wywrotki zmiótł z drogi... Fotorelację z miejsca wypadku znajdziecie tutaj.
Arek odprowadził mnie do rondka w Będargowie i pożegnaliśmy się, on ruszył na Niemcy, ja na Stobno. Upewniłem się, że wolę jeździć sam, bo wtedy nie mam wyraźnego dowodu na to, jaki jestem cienki bolo. Nie byłem w stanie dotrzymać Arkowi koła po prostu nigdzie. Marzenia o jeździe z koksami odkładam na święty dygdy, będę turlał się swoim tempem i nie marnował ich czasu. Przed wyjazdem z pracy wysłałem małżowinie esemesa, ze planowany powrót to 17:45 - o 17:30 usłyszałem dzwony z kościoła na Mierzynie. Przede mną Topolowa, pakujemy do Żyznej , z Modrej do hali AA wziętej z dalszego boku dla nabicia dystansu, Litewska i dom. Spóźnienie 5 minutowe nie wzbudza wczorajszych demonów. Jest dobrze :-)
Załączam dwie mapki - taka garminowa sytuacja :-) Muzycznie wspominam dawne czasy ...
Komentarze (6)
Grzesiek w czekoladzie, rozwaliłaś mnie :-) Z Twoich znajomych też lepiej nie smażyć się w towarzystwie Znowu i Jurka ;-)
Jestem cichuteńki w domu, jak na pantoflarza przystało ;-)
Doskonale znam ten przejazd pod Warzymicami, jest dobrze oznakowany, więc nie trudno ustalić kto był winny tego wypadku. Gratulacje dla dowódcy Wehrmachtu, oby jednak nie było to zwycięstwo pyrrusowe.
Wczoraj jeździłeś przede mną dzisiaj troszkę za mną, więc absolutnie nie masz podstaw aby pisać, że jesteś "cienki bolo". Raz jesteś z przodu, drugi raz z tyłu ;) Razem jeździ się lepiej ;)
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)