Etap 82 - Fuerteventura przejazd 1

Piątek, 17 października 2014 · Komentarze(1)
Trochę niespodziewanie terminowo małżonka zarządziła urlop - celem po raz kolejny Fuerteventura, najbardziej piaszczysta i wietrzna z Wysp Kanaryjskich. Ostatniego dnia przed wyjazdem naładowałem akumulatory do GPS i spakowałem na wszelki wypadek kolarską stylówkę. Wcześniej na BS oglądałem relacje z objazdu wyspy, ale na ogół to nie był ten rejon, dlatego nie nastawiałem się na nic konkretnego. W środę udałem się do sport-punktu w hotelu i wypożyczyłem górala na weekend, dostarczono mi go w czwartek wieczorem. Na moją deklarację, że robię 100 km bez wielkiego wysiłku polecono mi robić max 50 km... Postanowiłem rozpocząć od wizyty na nigdy nie widzianej, zachodniej strony wyspy. Ruszam z hotelu szutrówką w stronę Costa Calma.

 
Tak wyglądał początek każdego wyjazdu, nieznacznie, ale w górę ...

Szybko nauczyłem się uważać na stromych zjazdach na luźny szutr i piach. Wkrótce asfaltem dotarłem do końca Costa Calmy z takim widokiem jako nagrodą ...


Mój hotel to to białe hen po lewej stronie u podnóża piaskowego wzgórza ...

Znalazłem na rondzie zjazd do La Pared i rozpocząłem mozolną wspinaczkę. Po 4 km wspiąłem się na przełęcz i ujrzałem Ocean Atlantycki od zachodniej strony...


Rozpoczyna się fajny zjazd :-)

Po sympatycznym zjeździe odbijam w lewo na La Pared i znajduję dzikie plaże i miejsca widokowe na skarpach, fale tłuką naprawdę głośno i imponująco...


Wcześniej byłem na przeciwległej stronie plaży ...

Do wyboru powrót tą samą droga albo zwrot przez wyspę przez kolejną przełęcz. Oczywiście wybieram bramkę nr 2. Skręcam w prawo
w stronę Los Hermanos, po drodze z naprzeciwka minęli mnie dwaj szosowcy. Nagle kończy się ożywcza morska bryza, full lampa + ciągle podnoszący się teren dają w kość. Mam tylko 2 x pół litra wody, rozglądam się za wodo/piwo pojem, ale to czas sjesty, czyli pedałuj albo giń... Zaczyna się robić nieciekawie : Miodowa/Robotnicza/Strzałowska/jeszcze raz Strzałowska i za zakrętem Zielna, jestem bliski łez, ale w końcu droga idzie w prawo w stronę drugiej strony wyspy, czyli pokonałem przełęcz i zaczynam zjazd. Bagatelka - 8 km...


Zjazd rozpoczyna się po lewej w 1/3 wysokości fotki ...

Tam osiągam rekord prędkości, ale tak mnie rzuca na zakrętach, że jestem szczęśliwy z powodu braku ruchu samochodów po tamtej stronie wyspy... Na napotkanym przystanku chłodzę w cieniu emocje wodą i robię przerwę na mobilizację sił, bo nie wziąłem ani banana, ani czekolady... Docieram do ronda w La Lajita i już wiem, że czeka mnie dalsza wspinaczka... Po drodze mijam parę prowadzącą rowery, po chwili facet mnie dogania i ciągniemy pod górę razem. To Flamand, czyli urodzony cyklista, żałuje, że nie wypożyczył szosówki. Na górze zegnamy się, on wraca po dziewczynę, ja kieruję się w stronę hotelu, niestety główną drogą.


Już z górki ...

Piszę "niestety" bo główna trasa nie ma pobocza, a ruch jest naprawdę spory. Można dostać zawału, gdy podczas wspinaczki kierowca ciężarówki dodaje Ci otuchy głośnym trąbieniem.... Zmagając się z wmordęwindem wytrwale zmierzam do hotelu, uda coraz bardziej betonowe, ale wkońcu skręcam "do domu". Tam błyskawicznie pędzę uzupełnić składniki mineralne izotonikiem "Cruzcampo" i poratować mięśnie masażem w jacuzzi. Jutro kolejny dzień rowerowej przygody :-) 

 

Komentarze (1)

Zazdroszczę klimatów, widoków i ...górek :)

lenek1971 16:44 piątek, 24 października 2014
Wpisz dwa pierwsze znaki ze słowa sobot

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]