Etap 66
Czwartek, 28 sierpnia 2014
· Komentarze(3)
Dwa dni wypadły z rowerowego życiorysu - bezlitosna żona i teść zagonili do robót przy domu...
Dzisiaj patronka kolarzy wynagrodziła mi wyrzeczenia ładną pogodą. Ruszyłem późno, dopiero koło 18:00 - czyli plany trzeba było zweryfikować z 60 na 50 km ... Wbijam się pracowicie w strój MAMILA i hey ho, let's go. Na Wincentego Pola napotykam karka na góralu, wyraźnie drażni go mój mamilowy strój i pędzi co sił, żebym go nie wyprzedził. Nie wie, z kim tańczy , rozumie swój błąd i nie podejmuje dalszej walki ;-) Kieruję się przez Pilchowo ścieżką do ZCH Police, bo chcę rzucić okiem na kolejki TIRów z zawodowego powodu. Od Pilichowa siada mi na koło pasożyt, co zmian nie daje, no to cisnę, żeby go zgubić, ale trzyma się gadzina aż do Trzeszczyna, gdzie odbijam na ZCH a on kontynuuje do Polic.

Pomnik więźniów KL Politz
Dalej w stronę ZCH, kolejka TIRów robi się imponująca, czyli produkcja wznowiona. Postanawiam wykorzystać dobre tempo i pierwszy raz przejechać 25 km w godzinę, ostatnio zabrakło mi kilkuset metrów. Między ZCH a Jasienicą dokumentuję polsko-niemiecki denkmal.

Dalej gonię kilometry i wygląda na to, ze zamiast na asfalcie będę kończył 25 km na na pożarówce nr 27. Spokojny las jest świadkiem epickiego finiszu po szutrze przy akompaniamencie jęków,motywacyjnych mantr w stylu "dajesz, k*@#a" i w końcu radosnego wrzasku.
Pomagał mi "Clan of Xymox" i wypadło na kawałek "There is no tomorrow"...

25 na godzinę
Las robi się już uroczo jesienny z fioletem wrzosów, ale nie ma czasu na grzyby tym razem.

Miałbym takie widoki i zapachy zamienić na szosę ???
Potem 115ka w stronę pożarówki nr 15 i zwrot na Tanowo. Na mostku dobija tylne koło - uuups, flaczejemy. Przy moich zdolnościach wymiana zakończyłaby się już w nocy więc decyduję się na pompowanie. Kolejny raz pompuję w Pilchowie ale już wiem, że dojadę do domu. Na finiszowych kilometrach pozwalam sobie na parę udanych zrywów. Melduję się w domu o 20:20, uzupełniam poziom elektrolitów za pomocą 2 małych Łomży Export, spożywam kolację w towarzystwie małżonki i naprawiam dętkę - okazuje się, że w oponie tkwi cienki drucik, rafalala jego mać. nie wiem, gdzie mogłem go podłapać.
Dzisiaj patronka kolarzy wynagrodziła mi wyrzeczenia ładną pogodą. Ruszyłem późno, dopiero koło 18:00 - czyli plany trzeba było zweryfikować z 60 na 50 km ... Wbijam się pracowicie w strój MAMILA i hey ho, let's go. Na Wincentego Pola napotykam karka na góralu, wyraźnie drażni go mój mamilowy strój i pędzi co sił, żebym go nie wyprzedził. Nie wie, z kim tańczy , rozumie swój błąd i nie podejmuje dalszej walki ;-) Kieruję się przez Pilchowo ścieżką do ZCH Police, bo chcę rzucić okiem na kolejki TIRów z zawodowego powodu. Od Pilichowa siada mi na koło pasożyt, co zmian nie daje, no to cisnę, żeby go zgubić, ale trzyma się gadzina aż do Trzeszczyna, gdzie odbijam na ZCH a on kontynuuje do Polic.

Pomnik więźniów KL Politz
Dalej w stronę ZCH, kolejka TIRów robi się imponująca, czyli produkcja wznowiona. Postanawiam wykorzystać dobre tempo i pierwszy raz przejechać 25 km w godzinę, ostatnio zabrakło mi kilkuset metrów. Między ZCH a Jasienicą dokumentuję polsko-niemiecki denkmal.

Dalej gonię kilometry i wygląda na to, ze zamiast na asfalcie będę kończył 25 km na na pożarówce nr 27. Spokojny las jest świadkiem epickiego finiszu po szutrze przy akompaniamencie jęków,motywacyjnych mantr w stylu "dajesz, k*@#a" i w końcu radosnego wrzasku.
Pomagał mi "Clan of Xymox" i wypadło na kawałek "There is no tomorrow"...

25 na godzinę
Las robi się już uroczo jesienny z fioletem wrzosów, ale nie ma czasu na grzyby tym razem.

Miałbym takie widoki i zapachy zamienić na szosę ???
Potem 115ka w stronę pożarówki nr 15 i zwrot na Tanowo. Na mostku dobija tylne koło - uuups, flaczejemy. Przy moich zdolnościach wymiana zakończyłaby się już w nocy więc decyduję się na pompowanie. Kolejny raz pompuję w Pilchowie ale już wiem, że dojadę do domu. Na finiszowych kilometrach pozwalam sobie na parę udanych zrywów. Melduję się w domu o 20:20, uzupełniam poziom elektrolitów za pomocą 2 małych Łomży Export, spożywam kolację w towarzystwie małżonki i naprawiam dętkę - okazuje się, że w oponie tkwi cienki drucik, rafalala jego mać. nie wiem, gdzie mogłem go podłapać.




