Etap 54
Wtorek, 15 lipca 2014
· Komentarze(4)
Oj, późno się dzisiaj zebrałem... Wyjazd o 18:38 narzucał ograniczenia czasowe, ale w planie i tak było coś koło 35 km, żeby trzecim dniem z rzędu dobić do dystansu "adamowego", czyli 150ki, który to kolega Adam wali bez zmrużenia oka na maratonach...
Wybór padł na niemieckie drogi - dzisiaj nie dokuczał zachodni wiatr, czyli hajda na Bismarck i Blankensee. Żeby dostać się do raju, trzeba przejść przez piekło (Koralowa) i czyściec (Dołuje-Lubieszyn). Lucyfera z Koralowej oszukałem mykiem przez osiedle przy Wołczkowie, nie musiałem skręcać w lewo ... Czyściec bez TIRów też bardzo łaskawy. Potem to już sama przyjemność - w budce na granicy posiliłem się batonikiem i przez Buk / Sportową / Wołczkowo / Głębokie zameldowałem się w domu. Aż sam zaczynam się bać swoich średnich - gdzie zagubiłem pług i bronę ;-) ?

Wybór padł na niemieckie drogi - dzisiaj nie dokuczał zachodni wiatr, czyli hajda na Bismarck i Blankensee. Żeby dostać się do raju, trzeba przejść przez piekło (Koralowa) i czyściec (Dołuje-Lubieszyn). Lucyfera z Koralowej oszukałem mykiem przez osiedle przy Wołczkowie, nie musiałem skręcać w lewo ... Czyściec bez TIRów też bardzo łaskawy. Potem to już sama przyjemność - w budce na granicy posiliłem się batonikiem i przez Buk / Sportową / Wołczkowo / Głębokie zameldowałem się w domu. Aż sam zaczynam się bać swoich średnich - gdzie zagubiłem pług i bronę ;-) ?





