W słoneczny niedzielny poranek rozjazd zakwasów po wczorajszej przygodzie z kolarstwem :-) Nie było niestety więcej czasu z uwagi na rodzinne zobowiazania, ale dobre i to.
W sobotę dobrzy kolarze z grupy "Szczecin Szosa" urządzali przejazd do Nowego Warpna. Miało być kilku znajomych, więc stawiłem się o 09:00 na rondku w Dobrej. Tym razem przejazd odbywał się w iście spacerowym dla tych wariatów tempie. Dlatego dojechałem z nimi aż do granicy w Dobieszczynie, gdzie i tak miałem zaplanowany powrót z powodu obowiązków domowych. To była najszybsza jazda w tym roku i praktycznie bez wielkiego wysiłku, jazda na końcu takiej grupy to prawdziwa przyjmność. Koledzy mieli przygodę w Rieth - w grupę wbiegła sarna, co skończyło się kilkoma upadkami, na szczęście niezbyt groźnymi...
Od granicy do domu przez Tanowo już tak szybko nie jechałem :-)
W piątek jazda rowerem po pracy ze względu na zamknięcie ul.Jana z Kolna na NATOwski jubel, co zawsze skutkuje potwornymi korkami. Powrót przez Arkońską - w sumie tylko ten wiadukt blokuje dokończenie budowy w szybkim tempie....
Korek w strone miasta od ponoć od Mostu Pionierów...
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)