Na początku kwietnia nasza firmowa impreza kolarska na dystansie 88km. Niby nie tak wiele, ale forma w głębokim dole - na domiar złego kolejne weekendy będą zajęte i na treningi czasu prawie nie ma. Zatem niedzielna wiosenna pogoda pobudział rowerową fantazję - jadę 88km na góralu :-) Wybrałem nieoczywistą trasę z powrotem przez Puszczę Bukową, bo wiatr miał pomagać na powrocie, co przy słabej formie ma znaczenie. Wszystko się udało jak chciałem, poza pomyłką za Kołowem - zamiast zjechać asfaltem do Podjuch, trafiłem na bruk do Kijewa, zakończony błotnistą gruntówką do wiadunktu nad autostradą. Z psychicznego punktu widzenia jestem zadowolony - jak przejechałem ten dystans na góralu, to i na szosie w peletonie dam radę ;-)
W niedzielę nie miałem na rower tyle czasu co w sobotę - teściowa na obiad zaprosiła :-) Wspomniany element nowości to przejazd bardzo dobrym asfaltem od "rondka" w Redlicy, koło oczyszczalni, do płyt za mostkiem. Alternatywa dla drogi Głebokie-Wołczkowo, choć przykry przejazd przez zatłoczoną Modrą/Koralową.
Zimno ale słonecznie, przejechałem się zatem. Żeby nie zamarznąć to koło dwóch godzin czasu - pętlę sławoszewską złamałem jadąc drogą leśną w stronę Siedlic. jak zwykle w lesie chwila wahania, ale udało mi się przypadkowo wyjachać tam, gdzie chciałem - czyli przy krzyżu koło Siedlic. Stamtąd podjechałem koło Dębów Bogusława do Podbórza i przez Kredową i Andersena do Miodowej. Bardzo rześki zjazd i melduję się w domu akurat na oglądanie Strade Bianche. Jednak chyba lepszy nasz mróz - przynajmniej błota nie ma, a drogi w lesie strasznie rozjeżdżone.
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)