Dzisiaj kolega chciał przetestować swoją nową szosówkę, chętnie umówiłem się z nim na trasę do Schwedt, bo chciałem pokręcić ca 120 km. Dostałem od małżonki cały wolny dzień, więc nie musieliśmy się śpieszyć. Ruszyliśmy z Mierzyna koło 11:00, do Kołbaskowa dojechaliśmy przez Barnisław. Od tego momentu wiatr nie był naszym sprzymierzeńcem, ale wiedziałem o tym przed wyjazdem. Do Oder-Neise dotarliśmy przez Neurochlitz i Mescherin. Po przejeździe pierwszego (najgorszego infrastrukturalnie) odcinka, zrobiliśmy sobie przerwę w Gartz. Słońce przyjemnie przygrzewało, ruszyliśmy dalej, kolega był w szoku - jak chyba każdy z nas, kto jechał Oder-Neisse po raz pierwszy. Byłem antywiatrowym parawanem i lokomotywą naszego składu. Dociągnąłem nas bez przygód do Schwedt.
Tam zrobiliśmy sobie dłuższą przerwę na izotoniki i pogawędkę.
Bez izo nie ma jazdy w Niemcach ....
Led Zeppelin ?
Powrót nieco inną trasą, przez Vierraden/Gatow , znowu na trasę Oder-Neisse. No i wiej, wietrze , wiej, prosto w plecy :-) Tak do Gartz, tam kolejna wizyta na kawce i lodach w znanej wszystkim kawiarni na rogu. Potem już landówką do granicy, odprowadzam słabnącego kolegę do domu - pierwszy raz w życiu pokonał 115 km ! Brawo on ! No i do domu - może czeka na mnie kolacja ? Nie, nie czeka....
Dziś jazda bez muzyki, jak to w towarzystwie. Wczoraj nie mogłem być na koncercie, na który ostrzyłem sobie zęby...
Komentarze (15)
Też super. Byłam w Belgii ale niestety bez roweru. Na pewno wycieczka będzie udana. Będę czekać na relację :)
W ten weekend nie da rady, jedziemy do Belgii na nasza firmowa setkę po trasie Scheldeprijs. Ale pokusa na 200 jest, a nawet na 300 gdzieś w czerwcu ;-)
W przyszłą sobotę proszę pojechać dwieście ;) Chętnie skosztowałabym takiego zimnego (lanego) piwka po (a nie w trakcie) dobrej trasie w upalny letni wieczór.
Brawa nie tylko za dystans ale i za tempo jazdy a także za interesujące zdjęcia i ciekawy opis wycieczki. Jadąc wraz z Kubą tego dnia na tereny niemieckie wspominaliśmy, że jak się zdecydujesz na jazdę do Schwedt, to lekko nie będzie, bo wiało niemiłosiernie i to z kierunku dla Ciebie wysoce niekorzystnego. Na Twoje pytanie co do polickiego lapidarium (piękny gest ze strony władz miasta wobec poprzednich mieszkańców Polic) to znajduje się ono w parku na zapleczu kościoła.
Adam - pamiętasz jeszcze jazdę dla przyjemności ;-) ?
Michał - Kostritzera wszędzie dostaniesz, myśmy przycupnęli w kafejce na deptaku z prawej strony jadąc od rzeki, mieli reklamę tego piwa na zewnątrz lokalu. Liczyłem, ze będzie z beczki...
Jarek - nie, tylko widzieliśmy, jak się kręcili po deptaku, łez nie wylewali ;-)
Marek - na szosie stówka to tylko kwestia wolnego czasu i pogody. Pora na jakąś poważniejszą jatkę ;-)
Syryjczyków w kawiarni nie spotkałeś? Bo jak jechałem wcześniej to obsiedli ogródek jak muchy. Fajny trip. Szkoda, że się nie spotkaliśmy gdzieś po drodze.
Mirek, już się ułożyłem, setka to nie problem, zobaczymy coś dłuższego ;-) Bucz - depczemy z największą przyjemnością, bezlitośnie, do samego końca :-)
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)