Etap 96 - Prenzlau i dalej na południe
Bergholz - kościół
Bergholz - denkmal
Droga na Brussow prowadzi przez Grimme, ale to fatalny bruk, z poboczem jak tarka. Wytrzęsiny zostały nagrodzone kościołem i denkmalem w jednym - dzwon z 1922 ma na skorupie odlane nazwiska kilkunastu poległych parafian. Ciekawostka - dzwonnica jest w wieży oddzielnej od kościoła, niezbyt często oglądany widok.
Dzwonnica kościoła w Grimme, kościół z tyłu
Wyjazd z wioski po asfalcie, ale wkrótce zaczyna się niezbyt dobra płytówka, aż do samego Brussow. W Brussow już byliśmy, za jeziorem droga na Prenzlau - wiedzie najpierw przez Carmzow, a potem Kleptow. Przed Kleptow przy drodze duża hurtownia napojów, okrucieństwo nie do opisania, dobrze, że ślubowałem trzeźwość w sierpniu, bo inaczej wycieczka mogła się tu zakończyć na wielogodzinnej libacji ;-)
Kościół w Carmzow
Kościół w Kleptow
To lepsze niż ładunek złotego pociągu....
Od Kleptow spory kawałek prowadzi ladną DDRką. W Baumgarten nie zbaczam nad jezioro, natomiast trafiam na denkmal i kolejny kościół.
Denkmal w Baumgarten
Kościół w Baumgarten
Droga prowadzi prosto do Prenzlau, no to już jest kawałek miasta (20 tys. mieszkańców). Zabytków kupa, zwłaszcza sakralnych, schludny rynek - warto tam wrócić celem dalszej eksploracji, albo na kebab i piwko, prawda, Arku ;-) ?
Prenzlau - brama Szczecińska
Prenzlau - kościół Św.Jakuba
Prenzlau - rynek z fontannami z kościołem NMP
Prenzlau - brama Środkowa , w tel kaplica Ducha Św. i front kościoła NMP
Kościół Św.Sabiny koło śluzy, ładna kamieniczka ...
Pora na popas nad jeziorem Unterukersee, nie żałuję sobie kabanosów i picia, pogoda cudna, chciałoby się zalec ...
W koncu i ja dorobiłem się fotki pasującej szczecińskich rowerzystów na kolarzy pełną gębą :-)
Na Berlin !
Mapa w Dakocie się zbiesiła, pokazuje białą plamę, ale od czego mapa papierowa, w końcu jestem człowiekiem wczesnej wersji 1.0 :-)
Ruszam ścieżką wokół jeziora, elegancki niemiecki asfalcik. Pierwszy fotostop to Roepersdorf, o dziwo pootwierane knajpki - w lokalu należącym do hotelu "huczne" weselisko , głośniejsze były szpacze sejmiki, zdaje się wkrótce odwrót do Afryki ...
Kościół w Roepersdorf
Szlak prowadzi dalej normalną drogą, kolejną miejscowością jest Zollchow.
Kościół w Zollchow
Po wyjeździe z tej wioski do kolejnej jedziemy DDRką, przed Strehlow w polu jest wielki głaz megalityczny, ale zagapiłem się i nie wracałem na fotkę - ale chyba każdy widział głaz megalityczny, nieprawdaż ? W Strehlow jest dawny dwór/majątek i oczywiście kościół.
Kościół w Strehlow
Za to chyba udało mi się przegapić kościół w Potzlow, bo tam decydowałem, czy kończę objazd, czy jadę dalej na południe i okrążam jezioro Oberuckersee. Czułem się na siłach, pogoda dalej super - jedziemy zatem na południe, kierunek Fergitz. Po drodze punkt widokowy na kilka morenowych jezior, ale mój aparat za panoramy się nie nadaje. Za to malunek z kamiennej tablicy zdjął elegancko :-)
To niby widać z punktu widokowego
Do Fergitz droga szutrem i dobrymi płytami (w stylu Ladenthina) przez las, w wiosce kościelne (!!!) wesele i gości kupa oraz denkmal.
Fergitz - denkmal
Fergitz - kościół
W wiosce mijam też wóz konny, którym podróżowała para Niemców, wśród średniowiecznych kościołów widok jak najbardziej a propos.
Kolejna miejscowość to Suckow z restauracją w dawnym dworku, Ja przy plaży / przystani Schifferhof odbijam na północ, zaczynając mozolną drogę powrotną. Z drogi na Warnitz odbijam w prawo, muszę podjechać na wzgórze noszące nazwisko generała Kleeberga, który przeprowadził mojego ś.p. dziadka przez kampanię wrześniową. Melduję się w wiosce Melzow, gdzie też jest coś godnego zdjęcia.
Melzow - denkmal
Melzow - kościół
Zastanawiam się jak jechać, wybieram kierunek na Gramzow, bo w Schmoelln już byłem. Droga przez las Malzower jest fajna do zjazdu na autostradę, potem zaczyna się potworny bruk, z możliwością (na szczęście) jazdy poboczem. Tam pierwszy raz przydaje się smycz do złapania Garmina. Na tym potworze można nieźle ćwiczyć podjazdy przed flamandzkimi klasykami. Ja na szczęście zjeżdżam, ale ręce i dupsko dostają w kość. Potem już asfalt do Gramzow, tak przy ruinach klasztoru przerwa na batona o obiecującej nazwie "Energiebombe" i analizę mapy. Widzę, że z miejscowości Zichow biegnie jeden z nielicznych przejazdów przez rozlewiska Randow, pisze "Bettonplattenweg", no to jedziemy...
Ruiny klasztoru w Gramzow
Kościół w Gramzow
Gramzow - denkmal wojny z Danią (1864) i Francją (1870)
Gramzow - klasyczny denkmal pierwszowojenny
Zichow okazuje się być ciekawe : wiatrak z końca XIX wieku, pałac z wieżą dawnego zamku, kościół i dom z niespotykanymi do tej pory podcieniami, warto było zajrzeć.
Zichow - wiatrak
Zichow - pałac i wieża
Zichow - dom z podcieniami
Zichow - kościół
Wracam do wiatraka, tam skręcam w Lindenstrasse - prowadzi do płytówki, ale najpierw bezlitosny bruuuuuuk, a potem te płyty to coś jeszcze gorszego niż najgorsze Miedwie, Dakota po raz drugi usiłuje uciekać, ale smycz ją zatrzymuje. Zaczynają się problemy z zasilaniem garniaka, wymienione w Zichow baterie sygnalizują niski poziom, czyżbym ich nie naładował ?!? W przestrzeń lecą soczyste macie, nic to trzeba jechać, nic nie poradzę, w Niemcach wioskowych sklepów nie uświadczysz. Zmordowany docieram do Blumberg.
Kościół w Blumberg
Mogę jechać albo na Wartin i dalej na Penkun, albo przez Casekow do Tantow. Droga do Wartin zaczyna się brukiem, senkju senkju baj.
Wybieram asfalcik do Casekow, choć wiem, ze później też nie będzie sielanki.
Kościół w Casekow
Denkmal w Casekow
Droga do Hohenselchow jeszcze jak cię mogę, potem zaczyna się bruk i wyboisty asfalt.
Kościół w Hohenselchow
Ula tylko udaje, że mieszka na Pomorzanach - zdaje się Jarro odkrył to wcześniej ?
Po pokonaniu bruku w Heinrichshof (uwaga, czynna gospoda przy drodze, szok !!!) odbijam z drogi na Gartz w stronę Hohenreinkendorf,
gdzie nad stawem organizuję sobie ostatni baton-stop, tam też padają baterie. Skoro od meldunku do zdechnięcia wytrzymały 18 km, to wkładam znowu te wcześniej wymienione, może dociągną do Lotosu w Kołbaskowie. Gorzej, ze kończą się zapasy picia, mimo, że wrzuciłem do plecaka dodatkowy bidon z wodą. Zostaje kilka łyków izo na czarną godzinę.
Kościół w Hohenreinkendorf
Czarna godzina nadchodzi w Tantow, łykam ostatnie krople izo i na oparach tłukę się do granicy przez Rosow. No, wreszcie w kraju, gdzie nie musisz zdychać z głodu i pragnienia, bo w każdej wiosce ugoszczą cię piwem i bigosem, nie jak u tych pieprzonych lutrów :-)
Lotos wita - zimna smoła, woda do bidonu, lód na patyku i baterie, zapis się zatem dokona :-)
Potem do domu przez DDRkę do Przecławia, Warzymice, Ostoję i Stobno. Dalej Topolowa, Żyzna , hala AA, Litewska i najdłuższa wycieczka AD 2016 przechodzi do historii.




