Etap 93 - rozjazd po wspinaczkowym wyzwaniu

Shut up legs
Moje nogi nie krzyczały, może dlatego, ze podjeżdżam w tempie niezbyt profi. No to sobie podjechałem jeszcze raz, żeby odbębnić parzystą ilość wjazdów, no i żeby nie mieć tzw.syndromu odstawienia, dawki trzeba stopniowo zmniejszać. Powrót przez Wojska, Halę AA i Litewską.
Przemyślenia podjazdowe - w ciągu 2ch miesięcy zrobiłem ok.18 tys. metrów w pionie. Co mi to dało poza czysto sportową satysfakcją ? Mocniejszą nogę ? Może za jakiś czas - na razie tego nie widać. Nie jest to dobra pora na budowanie siły, bo na co ją budować - na zimowe chodzenie po bieżni lub truchtanie ? Najważniejszą korzyścią jest jakaś tam pewność siebie, zapis na twardym dysku, że jeżeli spotkam na swojej drodze 20 hopek po 80 metrów co 2 i pół kilometra, to je pokonam :-) Mózg to najważniejszy kolarski mięsień, wielokrotne podjazdy tej samej ulicy pozwalają na wzmocnienie psyche i to uważam za największa korzyść z letniej górskiej przygody na Miodowej i Świętojańskiej.
Janusz obawiał się, że wspinając się tracę na dystansie - otóż niekoniecznie. 11 tys to 146 x Miodowa, czyli 730 km - to jest na granicy moich dotychczasowych miesięcznych wyczynów. Traciłem tylko fajne wycieczki, bo niestety przy mojej formie cały czas musiał być poświęcony na realizację sportowego wyczynu.
W bonusie dostałem możliwość poznania w realu zacnych bikerów, których normalnie nie spotkałbym na szlaku, to znaczy spotkał na chwilę, podczas której zostawialiby mnie z tyłu :-) Fajnie było toczyć z nimi "wirtualną" rywalizację i motywować się wzajemnie do zdobywania kolejnych metrów.
PS - Arek był ciekaw, ile razy w tym roku podjechałem Miodową ? Obliczyłem , że łącznie z dzisiejszymi 2 razami zrobiłem to 189 razy.
Cel na 2016 - 365 razy :-)




