Etap 93 - rozjazd po wspinaczkowym wyzwaniu

Poniedziałek, 24 sierpnia 2015 · Komentarze(5)
Mądry tytuł zaczerpnięty od koksów, że niby po zawodach lub większym wyczynie trzeba "rozjechać" nogi. Ale to był tylko pretekst , bo Grzesiek sygnalizował jakieś tajemnicze znalezisko na Miodowej. Miałem odstawić ten miodowy narkotyk, ale ciekawość wzięła górę i po 20:00 wyskoczyłem zobaczyć co się dzieje.  Zanim dojechałem to już zrobiło się ciemno, ale coś tam dostrzegłem ...


Shut up legs

Moje nogi nie krzyczały, może dlatego, ze podjeżdżam w tempie niezbyt profi. No to sobie podjechałem jeszcze raz, żeby odbębnić parzystą ilość wjazdów, no i żeby nie mieć tzw.syndromu odstawienia, dawki trzeba stopniowo zmniejszać. Powrót przez Wojska, Halę AA i Litewską.

Przemyślenia podjazdowe - w ciągu 2ch miesięcy zrobiłem ok.18 tys. metrów w pionie. Co mi to dało poza czysto sportową satysfakcją ? Mocniejszą nogę ? Może za jakiś czas - na razie tego nie widać. Nie jest to dobra pora na budowanie siły, bo na co ją budować - na zimowe chodzenie po bieżni lub truchtanie ? Najważniejszą korzyścią jest jakaś tam pewność siebie, zapis na twardym dysku, że jeżeli spotkam na swojej drodze 20 hopek po 80 metrów co 2 i pół kilometra, to je pokonam :-) Mózg to najważniejszy kolarski mięsień, wielokrotne podjazdy tej samej ulicy pozwalają na wzmocnienie psyche i to uważam za największa korzyść z letniej górskiej przygody na Miodowej i Świętojańskiej.

Janusz obawiał się, że wspinając się tracę na dystansie - otóż niekoniecznie. 11 tys to 146 x Miodowa, czyli 730 km - to jest na granicy moich dotychczasowych miesięcznych wyczynów. Traciłem tylko fajne wycieczki, bo niestety przy mojej formie cały czas musiał być poświęcony na realizację sportowego wyczynu.

W  bonusie dostałem możliwość poznania w realu zacnych bikerów, których normalnie nie spotkałbym na szlaku, to znaczy spotkał na chwilę, podczas której zostawialiby mnie z tyłu :-)  Fajnie było toczyć z nimi "wirtualną" rywalizację i motywować się wzajemnie do zdobywania kolejnych metrów.

PS - Arek był ciekaw, ile razy w tym roku podjechałem Miodową ? Obliczyłem , że łącznie z dzisiejszymi 2 razami zrobiłem to 189 razy. 
Cel na 2016 - 365 razy :-) 

  

Komentarze (5)

Dziękuję, ale szacunek jest na wyrost :-) Przyjedziesz i przekonasz się, że Miodowa to nie jest jakieś wyzwanie, są u nas bardziej wymagające stromizny - ale to dobra trasa do nabijania metrów bez konieczności wyplucia płuc, no chyba, ze palisz tam asfalt jadąc 25 km/h bo i takich koni tam widywałem :-) Dobra trasa "robocza" i blisko domu :-)

Coś w tym miodzie jest - za młodu każdego lata pomagałem dziadkowi w pasiece :-)

leszczyk 17:43 środa, 26 sierpnia 2015

Jarek, na Miodowej sa jeszcze miejsca na kolejne motywatory, może wezmę kredę w kieszeń ;-)
Gdyby Miodowa mnie serdecznie nudziła, to bym pewnie rzucił to w diabły, ale nie było tak źle.
Natomiast pora wybrać się na Bukowe pagóry, bo nie sa gorsze - tylko zbyt daleko , półtorej godziny zejdzie w obie strony na dojazd. W tym czasie 6 Miodowych się pyknie ;-)

leszczyk 10:52 środa, 26 sierpnia 2015

Napisz mnie rozczarował. Spodziewałem się czegoś w stylu: venga, venga Leszczyk :)
Myślę, że te podjazdy sporo Ci dały i w kwestii kolarskiego psyche i czysto sportowej formy. Tylko czy warto było spędzić "pół życia na Miodowej"? To już kwestia indywidualna :)

Jarro 09:45 środa, 26 sierpnia 2015

Proponuję zmianę tytułu Twojego bloga na "Pół życia na Miodowej" albo "Miodowa i ja" :)

lenek1971 07:00 wtorek, 25 sierpnia 2015
Wpisz trzy pierwsze znaki ze słowa losie

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]