Te 10.000 w pionie to nie tylko dzisiaj oczywiście, ale zmieściłem się w zadanym przez Stravę czasie. Jestem zadowolony, bo w naszej płaskolandii to nie jest łatwe i wiąże się z nieuchronnym trzepaniem tych samych ulic. Dzisiaj nie pomagał upał - jak to dobrze, ze wczoraj wykorzystałem czas na maxa, bo jeszcze jutro musiałbym piłować, a tak pojadę sobie Miodową x 30 bez ciśnień ot tak, dla czystej zabawy. Oczywiście to żarcik, sucharek taki :-)
Dzisiaj upolowałem "fresk" na Hożej. Dom na pewno robotniczy - może to niemiecki stoczniowiec ?
W dniu chwały zabrałem ze sobą trenerkę Majkę, która podlegała procesowi suszenia po deszczowej walce na Miodowej. Zdobyliśmy sobie Gubałówkę, gdzie miałem ochotę na zimny napój - ale ku mojemu zaskoczeniu w tym miejscu ch.. nocuje. Tak wygląda biznes po szczecińsku.
I zakaz myślenia o spragnionych turystach...
Coś się kończy, coś się zaczyna... Skoro już nabiłem 4 tysiące metrów w 6 dni sierpnia, to grzechem byłoby nie spróbować kolejnego wyzwania Stravy, czyli 11 tysięcy do końca sierpnia. Proszę zatem o życzliwe myśli i kibicowanie : pchamy, pchamy, pchamy :-)
Dzisiaj cały świat z zapartym tchem śledził moją walkę ...
Mapka z powrotu
Komentarze (3)
Jarek - dzięki za graty, raczej kolejne 30 x Miodową sobie odpuszczę, no chyba, że będzie GranFondo 200, to pomyśle o 40 razach ;-)
Bartek - trochę przypadkiem się nabiło przy okazji Giro 10K , to wypada pociągnąć temat :-) Teraz to już tylko wzorem Grześka kwestia chłodnego planowania. No i kręcenia... Ty masz swoją górską odskocznię, gdzie dzieki dzikiej formie kręcisz pionometry jak z bicza strzelił, sam MTBCH to chyba prawie 13 tysięcy !!! Coś niebywałego ...
6 dni - 4 klocki w tym tempie to i 20 km jest osiągalnych z tygodniowym zapasem ;) po takim wyczynie w szczecinie zdrowie psychiczne mogło by mocno ucierpieć ;)
He he. Czytając o tym, że kolejne 30 razy na Miodowej to tylko żarcik to już zwątpiłem, dalszy ciąg tekstu jednak wyjaśnia, że niepotrzebnie i wspinaczki będę kontynuowane :) Oczywiście mega gratulacje, bo w naszym płaskim terenie nabicie tylu km w pionie wymaga ogromnej determinacji. PS. W wakacyjnym biznesie to jesteśmy w Szczecinie 1000 lat z murzynami. Mnie rozwala np temat naszych plaż miejskich. Infrastruktura, ilość, wszystkie płatne, dostępność typu Dziewoklicz czynny do 18. Efekt jest np taki, że mam do plaży w Dąbiu 5 minut na piechotę, a jeżdżę nad Miedwie lub do Lubczyny.
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)