Dzisiaj zabrałem się do pracy w celu wykonania plany wycieczek, w kwietniu miało być 9 wyjazdów i jest, mimo praktycznie straconych dwóch weekendów. Do pracy jak wczoraj, przez Trasę Zamkową. Na Różance nie wytrzymałem i pociągnąłem ile fabryka dała - na stravie jest nieźle :-) Potem na Gdańskiej przy przejściu dla pieszych przy elektrowni pewna pani weszła na ścieżkę i odtańczyła tam taniec zorby na mój widok, prawo-lewo-przód -tył i pisk , na szczęście udało mi się ją wyminąć, przeprosiła... Przez Bytomską dotarłem do pracy. Prognoza była średnia, godzinę wcześniej profilaktycznie ewakuowałem się. Celem był dom przed deszczem, zatem postanowiłem zrobić kilka zdjęć pięknym szczecińskim magnoliom. najpierw przejazd Trasą Zamkową, dobrze się cisnęło. Na Wałach Chrobrego zacumował "Zawisza Czarny", młodzież wróciła do domu ...
Welcome home, Zawisza...
Potem wspinaczka brukiem Admiralskiej, na wirażu przestraszyłem się uślizgu, wynik mógłby być nieco lepszy... Zaraz w Parku Żeromskiego widzę pięknego migdałka ...
Migdałek z parku Żeromskiego
Dalej ciśniemy przez miasto, masakra, kolejne magnolie na placu Lotników...
Magnolie z placu Lotników
Dalej na Wojska Polskiego, do najpiękniejszych w mieście magnolii ...
Poniemieckie magnolie z Wojska Polskiego
Ciupkę za późno, już kwiaty opadły... Wracam na Jasne Błonia.
Migdałek na tle Bartłomiejki
Potem przez park Kasprowicza, nie wytrzymuję i przez Bułgarską (nie widziałem stadionu Lecha) pakuję wspinaczkowo na Wszystkich Świętych (Diabeł, możesz mi pedały wypolerować ) i Duńską do Andersena. Na Miodowej pędzę ile fabryka dała, ale szykuję się na segment stravowy Głębokie-za tor , wypluwam płuca i jestem drugi za Diabłem... Na Litewskiej nie daję rady zagrozić Diabłowi, jadę dalej Szenwalda, Przybyszewskiego i Bałuckiego. Na placu Jakuba Wujka piękna magnolia przy ślicznej wilii Fundacji Ochrony Środowiska, chyba wszyscy chcielibyśmy tam pracować....
Magnolia na pl.Jakuba Wujka
Potem jazda po bruku - jak ktoś chce poczuć klimat Paris-Roubaix zapraszam na ul.Siemiradzkiego.
Mapka z powrotu
Komentarze (7)
Pora teraz na zdjęcia kasztanowców i rododendronów, jeszcze z tydzień pokwitną :-) Jak już konkretnie wypełzłaś na trasy, to liczę, że wpadniecie na siebie jest tylko kwestią czasu.
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)