Dzisiaj dojazd do pracy standardowo, choć nie do końca, bo cały park we mgle, która minęła jak ręką odjął od Urzędu Miasta. Powrót z pracy do Mostu Długiego z Arkiem, potem kolejna porcja północy. Najpierw flandryjski bruk Narciarskiej i Górskiej z poprawą czasu z wczoraj, tym razem akompaniowała Metallica . Potem odpoczynek na zjeździe Nehringa/Kościelna/Nad Odrą, przerwa na batonika ostatniej szansy koło nowej hali firmy Telegraf. Tam dwa strzały foto jak niżej ...
Widok z dołu na Olimpijską, z której wczoraj robiłem fotkę w drugą stronę :-)
Zbiorniki metanolu , jak dupną, to z okolicy niewiele zostanie ;-)
Kolejna porcja zaplanowanego wysiłku to skolwińska Inwalidzka, ale tym razem po podjechaniu jadę dalej, ulicami Kamienną i Artyleryjską dojeżdżam prawie do Mścięcina. W drugą stronę będzie można dokręcić kilka metrów do Korony Północy ;-) W Mścięcinie mija mnie jakiś zuch na góralu, w stylu Jamesa77, bez dania cienia szansy na doklejenie się do kółka. W improwizowanym planie zapala się pozycja Leśno, jadę okrężnie przez mniej uczęszczane centrum Polic i Piłsudskiego. Przez Siedlice wspinam się na Leśno, dalej już Pilchowo, Głębokie, Wojska, Hala AA , Litewska i dom.
Komentarze (6)
Arek - to księżyc na pograniczy Stołczyna i Skolwina :-)
Ula - jestem Ci wdzięczny za uznanie. Faktycznie, ku mojemu zdziwieniu niektóre z tych ulic mają momentami (na szczęście krótkimi) 20% nachylenia... Ten spęd zalewowy budzi u mnie odruch wymiotny. Ale jeżeli komuś to pasuje, to alleluja i do przodu, mam wrażenie, że tu chodzi o potrzebę "przynależności" i bycia fajnym. Na szczęście ja jestem fajny sam dla siebie, nie mam takich problemów, żeby samemu pokręcić :-)
Siedzę w tej swojej ziemiance i kręcę z podziwem głową, co łatwe nie jest u bezszyjnej istoty. Mimo wszystko łatwiejsze niże telepanie po dziurawych ulicach pod jakieś absurdalne nachylenia. :D W ub. roku na objeździe było chyba ok. 150 osób. Jak dla mnie jest to absolutnie chore i na dodatek świadczy o mentalnym lenistwie. Kasę się wpłaci i o niczym nie trzeba już myśleć. Potem będą bajdurzyć jak to super było i o doborowym towarzystwie.To nie wyprawa na księżyc, Zalew jest o rzut kamieniem od Szczecina i nawet jeśli ktoś nie chce objeżdżać na raz, to nocleg w Świnoujściu zawsze można załatwić i jechać w grupce o sensownych rozmiarach, a nie tłoczyć się jak na targowisku.
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)