Etap 28 - do wykopu #10 , przedsmak Flandrii

Środa, 8 kwietnia 2015 · Komentarze(6)
Po przygodowej wyprawie do Schwedt zanotowałem ponad tygodniowy rozbrat z rowerem. Przyczyniły się do tego oprócz beznadziejnej pogody oczywiście również przygotowania do Świąt. W czasie Świąt nie pojeździłem, bo nie dość, że uczestniczyłem kibicowsko w Final Four, to wpadł do mnie stary kumpel , nazwijmy go A. Poprosiłem go, żeby na Wielki Tydzień wyjechał, miał wyjechać na cały Wielki Post, ale wpadał od czasu do czasu. Posłuchał, pojawił się dopiero w niedzielę. Padłem w jego szklane ramiona, rozdzielono nas dopiero w poniedziałkowe popołudnie ...
Podczas przerwy Przecinak doczekał się serwisu, którego efektem była wymiana całego napędu. Dodatkowo zmieniłem mu oponki na ścigaczowe "wąskie" Continentale 1,7, które mają mnie nieść jak wiatr przez flamandzkie drogi. Dzisiaj wybrałem się do pracy normalną drogą - było lepiej, gdy most był zamknięty, o jedno światło mniej :-)


Statek z Jamajki ?

Po pracy trochę niepewności, bo zapomniałem zabrać pompki. Wybierałem się na Police, ale jazda przez Północną Krainę Szklanych Tulipanów bez pompki jest trochę ryzykowna. Arek namawiał mnie na jazdę z nim przez Ustowo, ale zwyciężyła chęć potrenowania na "flandryjskich" brukach. Szybko dotarłem pod Wieżę Bismarcka, tam przerwa na nastawienie w mp3 "Rammstein" i wspinamy się na 
bruki Narciarskiej i Górskiej. Daje popalić ten stromy kawałek Górskiej... Potem trochę zwiedzania , od ulicy Nehringa trafiam na ulice "sportowe", m.innymi Kolarską. Widoki zapierają dech w piersiach, szkoda, ze pogoda do zdjęć była taka sobie...


Widok z Olimpijskiej

Kolejne bruki to zapomniany poniemiecki kawałek Ostoi-Zagórskiego w stronę Podbórzanskiej, można się tam zdrowo wytrząść. Udało mi się ominąć błotne pułapki, gładka opona nie pomagała w jeździe po piasku, ale jadąc spokojnie poradziłem sobie. Następna porcja bruków czeka na dole zjazdu z Podbórza w stronę Leśna. Żeby je podjechać, trzeba najpierw zjechać :-) . Wydawało mi się, ze będzie to bardziej mordercze doświadczenie, ale nie było tak źle, a jak już dostałem się na asfalt, to śmigałem, aż miło. Pora na Miodową w dół, dziś nawet pusto, to i szybko :-) Potem równe tempo na Wojska i spina na segmencie koło stadiony na Litewskiej, gdzie straciłem stravowego KOMa. Z przyjemnością informuję o jego odzyskaniu :-)

Marzec zamknięty na plusie zarówno w dystansie jak i w liczbie aktywności.
Waga 73,5 kg, liczyłem na lepszy wynik, ale to wszystko wina A, bo jak jest A, to pojawia się też Z. Popracuję jeszcze nad tematem, w planie było osiągnąć 72 kg...

Komentarze (6)

Piotrze, mamy tego samego znajomego...ten skurczybyk zawracał mi głowę przez ostatnie 2 dni świąt (przez to ostatnio jestem na rozbrat z moim CUBE)

srk23 14:36 czwartek, 9 kwietnia 2015

No właśnie nie pomaga w utrzymaniu wagi, za to pomaga w gubieniu formy ;-)
Za to sprawia, ze przez chwilę świat wydaje się lepszy ;-)

leszczyk 09:09 czwartek, 9 kwietnia 2015

jeśli kolega A pozwala utrzymać wagę, do zapraszam go do siebie również...bo mi na razie żaden nie pomaga..

coolertrans 08:58 czwartek, 9 kwietnia 2015

Wyszła całkiem sympatyczna wycieczka mimo, że po okolicach średnio ciekawych.

jotwu 06:06 czwartek, 9 kwietnia 2015
Wpisz dwa pierwsze znaki ze słowa zegar

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]