Etap 12 - Improwizacja

Środa, 18 lutego 2015 · Komentarze(7)
Na dziś zaplanowałem sobie dzień wolny - parę spraw do załatwienia i okazja do wyskoczenia na rower. Przy wczorajszym wieczornym śledziku i tym, w czym on lubi pływać, rodziły się plany nieomal mocarstwowe. A czemu nie pyknąć pierwszej w tym roku setki ? Hajże na Ueckermuende , a jak nie to no to może jakiś piknik w Trzebieży:-) Miało być ciepło i słonecznie, a dzień wstał szarobury i zimnym wiatrem. Planowane kilometry zaczęły się kurczyć jak pewna część męskiego ciała w zimnej wodzie, sprawozałatwianie przedłużało się, a podczas tego solidnie zmarzłem. Do wyjazdu byłem gotowy dopiero koło 12:00 - no to sobie zjadłem w domu przygotowany na rowerowy bankiecik makaron z fetą i warzywami, odziałem zbroję - zapominając o pasku tętna ... ale nie miałem siły na rozbieranie tych milionów warstw i zakładaniu ich ponownie. Ruszam w stronę Bramy Głównej cmentarza, potem się zdecyduje, co dalej. Przy bramie spotykam kolegę Artura, pierwsza przerwa gadulcowa... Odwiedziny grobu dziadka, chwila zadumy i wyjeżdżam na Mieszka.


Magneto frasobliwy ...

Wieje od zachodu, centralnie w paszczę. Telefon dzwoni co chwila, nie ma co się za bardzo rozpędzać, ale jak już jestem w tamtym rejonie, to skoczymy na Warnik. No rekordów na Warniku nie było, wiatr idealnie w osi podjazdu :-) Na Warniku w wiacie kolejna porcja przeszkadzających telefonów, czas mija, ciało stygnie... Improwizowana trasa prowadzi dalej na Dołuje, tam się zobaczy... No z wiatrem to miło jechać, moi państwo, docieramy do Dołuj. Tam nie zapomniałem obejrzeć czegoś, co było kiedyś denkmalem, a teraz jest tubą propagandy sukcesu ...


Byliśmy-Jesteśmy-Będziemy, tja...  

Jest tam dopisane czwarte słowo, mam nadzieję, że Magneto nie zdążył go przeczytać. Chętnym polecam odwiedziny tego skwerku.
W sumie, słoneczko świeci, czas w miarę OK, decyduję się na powrót przez Dobrą od strony Lubieszyna. Docieram do drogi z hopkami, licząc na w miarę słaby ruch - niestety,mylny błąd... Auto za autem w obie strony, starałem się to po prostu jak najszybciej mieć za sobą. Kulminacją było wyprzedzanie przez TIRa. Chwila odpoczynku z batonem figowym koło kościoła w Dobrej i tam ciekawe znalezisko , płyta denkmalowa, nawet za bardzo nie poniszczona... I WŚ wyrwała sporo mieszkańców gminy z rejestru żyjących ...


Denkmal przy kościele w Dobrej

Nie chciałem ryzykować kokodżambo przez Wołczkowo, na dziś rejestracji ZPL mam dosyć. Jadę przez Grzepnicę i Sławoszewo, od Bartoszewa już wyczekiwana ścieżka rowerowa. Pedałuję przez Głębokie , halę AA i Litewską do domu. Zasłużona ciepła kąpiel, pragnienie gaszę rozpuszczoną multiwitaminą. Czas Wielkiego Postu rozpoczęty, izochmielniki odstawione.

Komentarze (7)

Ula - wizualizowanie sukcesu to jeden z psychologicznych myków, jestem w tym prawdziwym mistrzem, dopóki faktycznie z domu dupska nie wytoczę ;-) Już widzę te marcowe sety , tłumy wiwatujące na mój widok, bramy powitalne i dzieci z chlebem i solą ;-)

leszczyk 13:12 niedziela, 1 marca 2015

A dziękuję drogim czytelnikom za uznanie :-)

leszczyk 19:09 czwartek, 19 lutego 2015

Jak zwykle super relacja, z dużym poczuciem humoru.

srk23 14:54 czwartek, 19 lutego 2015

Opis z polotem, Tobie właściwym. A pętla często przez nas z Kubą zaliczana.

jotwu 07:38 czwartek, 19 lutego 2015

To się nazywa świetnie wykorzystany urlop!!! Brawo TY :)

lenek1971 19:10 środa, 18 lutego 2015
Wpisz dwa pierwsze znaki ze słowa dzina

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]