Dzisiaj w planie były spokojne odwiedziny portu barkowego w Policach, bez szaleństw po sobotniej wspinaczce. Żeby nie było za płasko do Polic udałem się przez Leśno Górne. Dojeżdzając do Leśna zobaczyłem otwarte drzwi do pierwszego domu, czujność popłaciła - wyskoczył znajomy pies. Dobrze, ze nie mam spd, już pierwszy zamachowy piętą doszedł celu. Liczę, że kundel zapamięta dwa otrzymane kopy, a jak nie, to on i jego pani następnym razem odbiorą lekcję broni chemicznej. Nie rozumiem tego, może tam dojść do wypadku, bo kopanina z psem może wyrzucić na drugi pas jezdni... Dalej standard via Siedlice i Police, i jestem pod portem barkowym. Ma tam miejsce załadunek konstrukcji stalowych na statek kompanii "Abis" o ciekawej konstrukcji, z nadbudówką na dziobie, co chroni ładunek pokładowy przed falami...
Sztuka nad pokładem...
Pogoda zachęcała do kontunuowania jazdy, no to skok na Jasienicę oraz dalej na Turzycę w drogę 25. Przy 115ce przerwa na koszernego batonika figowego z Rossmanna i po takim ładunku energii jedziemy w stronę pożarówki 37. O rany, ile tam wycięto drzew - chyba trzeba wypłacić towarzyszom górnikom 16ki czy inne premie... Na tylnym kole przemknął motocrossowiec, mam nadzieję, że więcej go tam nie spotkam... W Tanowie spotykam dwóch bikerów, mają nade mną przewagę, a ja nie chcę szarpać, bo to nie ta pora... Ale jak tęższy z nich staje na pedałach na podjeździe, to budzi się we mnie diabeł i udaje mi się do nich dospawać.Kolega tęgi skręca na Bartoszewo, a kolega szczupły jak śmignął, to od Bartoszewa do Pilchowa dołożył mi ze 400 metrów... Ech, młodość ;-) Dalej bez emocji, Pilchowo / Głębokie / Wojska / hala AA / Litewska / dom...
Plan min (250) i max (300) na styczeń wykonany, a jak pogoda pozwoli, to coś jeszcze się ukręci a konto gorszych pogodowo miesięcy...
Muzycznie dalej z chłopakami z "Good Charlotte" ...
Komentarze (3)
Mirek, no to było huczne weselicho, gratulacje :-) "Ostro" ubierzmy w cudzysłów, po prostu turlam się po 2-3 godzinki, cudów w takim czasie nie zdziałam, zresztą to nie pora na rekordy :-)
Widzę, że nie "zasypujesz gruszek w popiele" i ostro kręcisz...ja niestety mam przymusowy "Pit-stop" (w sobotę żeniłem syna, i rower w serwisie...czas przygotować go porządnie do sezonu).
Jakby nowy Piotrek, a jakiś taki stary... jakby weekend, a w pracy :) Brawo za cel, 3mam kciuki za podwojenie w lutym - stanę na pedałach i to SPD aby było 600!
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)