Etap 91
Niedziela, 23 listopada 2014
· Komentarze(5)
Listopad to będzie najgorszy rowerowo miesiąc.
Wieczorem cerber nie pozwala na wyjazd, w weekendy wrażeń rodzinnych kupa, co skutkuje brakiem czasu na przejażdzki...
Dzisiaj też tak to miało wyglądać, ale...
Otrzymałem jasne polecenia - wyłączyć wodę w ogrodzie,sprzątnąć tam co się da, zabezpieczyć taras, sadzonki przenieść na zimowisko. Zrobiłem to wszystko, ale w stroju kolarskim :-) Po wykonaniu zadań rozpoczęła się Wielka Ucieczka... Pomknąłem Pola do parku i dalej na Głębokie lasem, zastanawiałem się nad dalszym ciągiem i postanowiłem uderzyć na leśne szutry. Byłem przekonany, że kolega z blogu , Mirek z Polic aka srk23 akurat na tej trasie zechce dokręcić do imponującego wyniku 7 tys.km. Miałem rację, ale po Mirku już opadł kurz, widziałem tylko ślad opon. Wjechałem na moją ukochaną leśnostradę nr 27, tam dokładnie na 25 km Garmin zasygnalizował wyczerpanie baterii. Na szczęście Wasz doświadczony poprzednimi przypadkami Leszczyk posiadał zapasowe akumulatorki, dzięki czemu możecie cieszyć się pełnym zapisem trasy. Wymiana baterii spowodowała chwilową przerwę - okazała się zaplanowana przez siłę wyższą, bo gdyby nie to, to nadziałbym się na starszą panią załatwiającą potrzebę przy drodze, ale na szczęście dla niej i dla mnie tzw. "pełnia księżyca" została nam oszczędzona, akurat naciągała gacie :-) Wiatr popychał w stronę Dobieszczyna, czyli naturalnym wyborem była druga ukochana leśnostrada nr 36 na Węgornik. Przy mostku na Gunicy przygotowywałem się fizycznie (baton orzechowo-czekoladowy) i psychicznie (mantra "Jesteś najlepszy") na ostatnie kilkanaście kilometrów z wmordęwindem. Na to nie da się przygotować, trzeba po prostu mozolnie kręcić. Przed Głębokim udanie wyprzedziłem zawodowo ubranego MAMILa, i przez Wojska Polskiego, halę, Litewską i Unii Lubelskiej bardzo zadowolony dotarłem do domu. Dobrze się na dziś ubrałem, świetnie sprawdziły się nowe rękawiczki ( Arek - dzięki ).
Wieczorem cerber nie pozwala na wyjazd, w weekendy wrażeń rodzinnych kupa, co skutkuje brakiem czasu na przejażdzki...
Dzisiaj też tak to miało wyglądać, ale...
Otrzymałem jasne polecenia - wyłączyć wodę w ogrodzie,sprzątnąć tam co się da, zabezpieczyć taras, sadzonki przenieść na zimowisko. Zrobiłem to wszystko, ale w stroju kolarskim :-) Po wykonaniu zadań rozpoczęła się Wielka Ucieczka... Pomknąłem Pola do parku i dalej na Głębokie lasem, zastanawiałem się nad dalszym ciągiem i postanowiłem uderzyć na leśne szutry. Byłem przekonany, że kolega z blogu , Mirek z Polic aka srk23 akurat na tej trasie zechce dokręcić do imponującego wyniku 7 tys.km. Miałem rację, ale po Mirku już opadł kurz, widziałem tylko ślad opon. Wjechałem na moją ukochaną leśnostradę nr 27, tam dokładnie na 25 km Garmin zasygnalizował wyczerpanie baterii. Na szczęście Wasz doświadczony poprzednimi przypadkami Leszczyk posiadał zapasowe akumulatorki, dzięki czemu możecie cieszyć się pełnym zapisem trasy. Wymiana baterii spowodowała chwilową przerwę - okazała się zaplanowana przez siłę wyższą, bo gdyby nie to, to nadziałbym się na starszą panią załatwiającą potrzebę przy drodze, ale na szczęście dla niej i dla mnie tzw. "pełnia księżyca" została nam oszczędzona, akurat naciągała gacie :-) Wiatr popychał w stronę Dobieszczyna, czyli naturalnym wyborem była druga ukochana leśnostrada nr 36 na Węgornik. Przy mostku na Gunicy przygotowywałem się fizycznie (baton orzechowo-czekoladowy) i psychicznie (mantra "Jesteś najlepszy") na ostatnie kilkanaście kilometrów z wmordęwindem. Na to nie da się przygotować, trzeba po prostu mozolnie kręcić. Przed Głębokim udanie wyprzedziłem zawodowo ubranego MAMILa, i przez Wojska Polskiego, halę, Litewską i Unii Lubelskiej bardzo zadowolony dotarłem do domu. Dobrze się na dziś ubrałem, świetnie sprawdziły się nowe rękawiczki ( Arek - dzięki ).




