Etap 68
Wtorek, 2 września 2014
· Komentarze(1)
Dzisiaj pierwsze popracowe wrześniowe pedałowanie, w sumie wyjazd bez planu, ot tak, aby pokręcić odnóżami. najpierw do teściów z misją kurierską, kierunek sam się potem narzuca - Łukasińskiego i wybieram Mierzyn. Kręcę się przy budowie domu kuzynki i dalej szosą na Dołuje i dalej na Lubieszyn. Zamierzam jechać starą drogą na Buk, ale w sumie - dlaczego nie sprawdzić, co słychać w Bismarck, dawno tam nie byłem ? Tu zaczynają się błędy w strategii - najpierw jadę na twardych przełożeniach w celu ćwiczenia nogi, ale po jakimś czasie stwierdzam, że postaram się pojechać 25 km w godzinę - finisz w Blankensee, brakuje 800 m. Pozwalam sobie na przerwę na granicy na batonika, a może dwa... Teraz wiem, ze pojadę przez Bartoszewo, skoro można dojechać do 50 km, to czemu nie ? Na podjeździe za Dobrą mija mnie kolega szosowiec, śpieszmy się ich obserwować, tak szybko znikają :-) Obieram kolejny cel cząstkowy, czyli utrzymać średnią min. 24 na 50 km. Idzie w sumie nieźle, trzymam tempo, na podjeździe przed Głębokim wyprzedza mnie kolega na góralu, ale skaczę mu na koło i można było śmiało powalczyć - ale zabraknie kilometrów do 50 jeżeli nie odbiję naokoło jeziora, co niebawem czynię. Tam jest fajne MTB dla leszczyków, usiłuję skakać przez korzenie i mijam innych rowerzystów. Niestety, jazda po terenie powoduje spadek średniej, mimo ambitnego finiszu przez Wojska i koło hali na Szafera nie dowożę 24km/h...
Nie pomogłą nawet Metallica, choć chłopaki dawali z siebie wszystko...
Planowanie i konsekwencja w realizacji działań przydają się nie tylko na rowerze. Przekroczyłem tylko plan kilometrów, co oczywiście cieszy, no i niespodziewanie wykręciłem najlepszą średnią ever :-)
Nie pomogłą nawet Metallica, choć chłopaki dawali z siebie wszystko...
Planowanie i konsekwencja w realizacji działań przydają się nie tylko na rowerze. Przekroczyłem tylko plan kilometrów, co oczywiście cieszy, no i niespodziewanie wykręciłem najlepszą średnią ever :-)




