Etap 52
Niedziela, 13 lipca 2014
· Komentarze(1)
Plany na niedzielę były ambitne, ale zostały zweryfikowane przez pogodę. Po porannym deszczu ruszam 10:30 w stronę Trzebieży przez leśne drogi pożarowe. W las wjeżdżam na wysokości Zalesia, z 15ki odbijam na 18kę i docieram do jeziora Piaski.
Kolejny etap to asfalt trasy Myślibórz-Trzebież , na wysokości składu paliw jakiś czas towarzyszy mi sarni koziołek, który oczywiście zrywa się do ucieczki jak dogrzebałem się ustawień aparatu w komórce... Z przyrodniczych atrakcji na tej trasie był jeszcze przelot dużego myszołowa i spotkanie z lisem. Krótki popas na deptaku w Trzebieży, nie odmówiłem sobie staropolskiego izochmielnika. Powrót przez Uniemyśl, gdzie odbijam na Drogoradz i Nową Jasienicę. Tam wpadam w las i na czuja - patrząc, gdzie najbardziej wyjeżdżone - kieruję się w stronę drogi na Dobieszczyn. Tej leśnej trasy akurat nie polecam - rozwalona leśnym sprzętem i błotnista po deszczu. Wysiłek wynagrodziło mi kolejne bliskie spotkanie z sarną. W pewnym momencie pojawiło się oznakowanie nr 26, byłem już zatem spokojny, że jestem na dobrym kierunku. Im bliżej szosy, tym droga lepsza i co najważniejsze wyszła prościutko na moją ulubiona leśnostradę nr 36 w stronę Węgornika. Potem standard - Tanowo / Pilichowo / Głębokie / dom, z silną motywacją przeciwdeszczową, udało się dojechać na sucho.
Trochę szkoda dnia - bo była atmosfera warszawska (tzn. i Wola i Ochota) oraz siła na zrobienie kolejnej setki.
Kolejny etap to asfalt trasy Myślibórz-Trzebież , na wysokości składu paliw jakiś czas towarzyszy mi sarni koziołek, który oczywiście zrywa się do ucieczki jak dogrzebałem się ustawień aparatu w komórce... Z przyrodniczych atrakcji na tej trasie był jeszcze przelot dużego myszołowa i spotkanie z lisem. Krótki popas na deptaku w Trzebieży, nie odmówiłem sobie staropolskiego izochmielnika. Powrót przez Uniemyśl, gdzie odbijam na Drogoradz i Nową Jasienicę. Tam wpadam w las i na czuja - patrząc, gdzie najbardziej wyjeżdżone - kieruję się w stronę drogi na Dobieszczyn. Tej leśnej trasy akurat nie polecam - rozwalona leśnym sprzętem i błotnista po deszczu. Wysiłek wynagrodziło mi kolejne bliskie spotkanie z sarną. W pewnym momencie pojawiło się oznakowanie nr 26, byłem już zatem spokojny, że jestem na dobrym kierunku. Im bliżej szosy, tym droga lepsza i co najważniejsze wyszła prościutko na moją ulubiona leśnostradę nr 36 w stronę Węgornika. Potem standard - Tanowo / Pilichowo / Głębokie / dom, z silną motywacją przeciwdeszczową, udało się dojechać na sucho.
Trochę szkoda dnia - bo była atmosfera warszawska (tzn. i Wola i Ochota) oraz siła na zrobienie kolejnej setki.




