Wpisy archiwalne w miesiącu

Marzec, 2016

Dystans całkowity:796.11 km (w terenie 44.00 km; 5.53%)
Czas w ruchu:44:01
Średnia prędkość:18.09 km/h
Maksymalna prędkość:63.70 km/h
Suma podjazdów:4745 m
Liczba aktywności:23
Średnio na aktywność:34.61 km i 1h 54m
Więcej statystyk

Chodzing na chomiku #19

Czwartek, 3 marca 2016 · Komentarze(1)
Przy okazji kolejnego marszu na bieżni dokończenie filmu o koksującej kolarce. Makabra, takie uzależnienie od dopingu i brak wiary, ze bez niego można coś osiągnąć. Presja otoczenia, rodziny, strach przed okazaniem słabości .... Brrrr... Lepiej być leszczykiem :-)

Podjazd Mur de Huy musi być zabójczy, ale może kiedyś :-)

Ostatni kawałek w klimacie Niezłomnych - Maleo i Halinka Mlynkova
"Plują na mnie w szkole, honor odebrali, lecz bandyty z ojca zrobić nigdy nie pozwolę" - ciary ....
 

Chodzing na chomiku #18

Środa, 2 marca 2016 · Komentarze(1)
Dzień zaczął się od telefonu ze szpitala - z powodu infekcji z operacji teściowej nici. Pięknie, 3 miesiące załatwiania i starań jak psu w dupę... 

Na szczęście wqrw można rozchodzić na bieżni.

Puściłem sobie film o kanadyjskiej koksiarce Geneviève Jeanson, chociaż można popatrzeć na ładne dziewczyny na rowerach i legendarny podjazd w Ardenach, Mur de Huy ...

Jutro sobie dokończę.

Dziś jeszcze reminescencja z wczorajszego święta. Pięknie nam to zagrał Maleo...
"Będą o mnie śpiewać pieśni, wolałabym żyć..." - ależ ta fraza szarpie....

Chodzing na chomiku #17

Wtorek, 1 marca 2016 · Komentarze(2)
To nie był dobry dzień. Najpierw odwożenie teściowej do szpitala na jutrzejszą operację, a potem niespodziewane kokodżambo w pracy. Z każdą chwilą rosła lista ludzi, którzy mogą mnie pocałować w d**ę. W końcu sytuację się jakoś ułożyła, ale powrót do domu późny, bo via szpital i dom przeziębionego teścia. Oj, będzie co robić przez najbliższe dni....
Kiedyś nalał bym sobie solidną szklaneczkę rudej na myszach i zawinął się w koc na kanapie.
Ale nie teraz, nie w poście, w którym trzeba stawiać sobie poprzeczkę wyżej.
No i szczególnie nie dziś, w dzień Żołnierzy Niezłomnych.

Godzina na bieżni.

Podsumowując luty - rowerowo nędza, choć lepiej niż w styczniu. Za to czas spędzony na bieżni zaowocował zbiciem 3,4 kg.
Jeszcze 2 kg i będzie dobrze.

Odnośnie dzisiejszej rocznicy - czytałem kiedyś fajny artykuł, którego tezy wydają mi się słuszne. Mianowicie podział czasowy : lata 1944-1947 to czysta wojna domowa na dużą skalę, lata 1947-1948 to poamnestyjna perfidia i rozbijanie coraz mocniej zinfiltrowanych ubecką agenturą oddziałów, późniejsze lata do 1953 to już wybijanie zaszczutych niedobitków, którzy woleli śmierć, niż ułożenie z nową władzą. Ostatni okres posłużył stworzeniu legendy bandytów.

Na mnie największe wrażenie robi walka oddziałów wiernych rządowi w Londynie na terenach naszych dawnych Kresów. Bili się z absolutną świadomością beznadziejności tej walki, ale w imię zasad, wierni przysiędze. Inni ludzie, stracone pokolenie.