Etap 9 - glebogryzarka, rasizm i pieszczoty
Niedziela, 8 lutego 2015
· Komentarze(6)
Cały tydzień bez aktywności sportowej, bo jak rozumiem noszenia i skręcania mebli nie mogę sobie zaliczyć do wyników...
Sobota - oprócz sytuacji jak wyżej tragiczna pogoda. Ale za to niedziela przywitała mnie słoneczkiem - jak zadzwoniłem do rodziców do Katowic i dowiedziałem się, ze tam spadło ponad 20 cm śniegu, to stwierdziłem, ze nie ma co marudzić, tylko trzeba wskoczyć na Przecinaka. Wiatr dmuchał ostro, wyruszyłem w stronę parku. Międzyparkowa to jedno lodowisko , dupa mi latała jak starej ladacznicy na widok marynarza - co gorsza, gruntówka do Miodowej nie była lepsza... Na rozstaju dróg przed Miodową zaliczyłem dwie gleby jedna po drugiej, symetryczne, na oba półdupki. Odechciało mi się zatem badania zlodowaciałych tras, stąd tytuł wpisu. Po próbach seksu analnego ze strony białego lodu wybrałem czysty rasizm, czyli czarną nawierzchnię. Postanowiłem powspinać się na Miodową. Pieszczoty - gdybyście mogli zobaczyć wykres wysokości, to Miodowa przypomina apetyczną kobiecą pierś , można zatem powiedzieć, że dopieściłem moją Miodową księżniczką po trzykroć na każdą z jej krągłości. Jako prawdziwy macho byłem w pełni usatysfakcjonowany - a Ona ? Możliwe, ze nawet nie zauważyła moich starań, ale to oczywiście już Jej problem ;-) Trzy pierwsze podjazdy bez większych problemów, potem już coraz większy ruch aut, ale co robić, lepiej znosić ich obecność niż przewracać się na leśnych oblodzonych ścieżkach. Wiatr mocno dokuczał na odcinku powrotnym od Andersena aż do Spadziowej, wymierzał ciosy obalające, rzucało mnie jak Żydem po pustym sklepie... Powrót tradycyjnie przez Wojska, halę AA i Litewską.
Po powrocie pokrzepienie izotonikiem "Rowing Jack" oraz solidnym łykiem śliwkowego bimbru :-)
Mam wrażenie, ze Miodowa to moje rowerowe zimowe więzienie, zatem muzycznie musi to być "My own prison"
Sobota - oprócz sytuacji jak wyżej tragiczna pogoda. Ale za to niedziela przywitała mnie słoneczkiem - jak zadzwoniłem do rodziców do Katowic i dowiedziałem się, ze tam spadło ponad 20 cm śniegu, to stwierdziłem, ze nie ma co marudzić, tylko trzeba wskoczyć na Przecinaka. Wiatr dmuchał ostro, wyruszyłem w stronę parku. Międzyparkowa to jedno lodowisko , dupa mi latała jak starej ladacznicy na widok marynarza - co gorsza, gruntówka do Miodowej nie była lepsza... Na rozstaju dróg przed Miodową zaliczyłem dwie gleby jedna po drugiej, symetryczne, na oba półdupki. Odechciało mi się zatem badania zlodowaciałych tras, stąd tytuł wpisu. Po próbach seksu analnego ze strony białego lodu wybrałem czysty rasizm, czyli czarną nawierzchnię. Postanowiłem powspinać się na Miodową. Pieszczoty - gdybyście mogli zobaczyć wykres wysokości, to Miodowa przypomina apetyczną kobiecą pierś , można zatem powiedzieć, że dopieściłem moją Miodową księżniczką po trzykroć na każdą z jej krągłości. Jako prawdziwy macho byłem w pełni usatysfakcjonowany - a Ona ? Możliwe, ze nawet nie zauważyła moich starań, ale to oczywiście już Jej problem ;-) Trzy pierwsze podjazdy bez większych problemów, potem już coraz większy ruch aut, ale co robić, lepiej znosić ich obecność niż przewracać się na leśnych oblodzonych ścieżkach. Wiatr mocno dokuczał na odcinku powrotnym od Andersena aż do Spadziowej, wymierzał ciosy obalające, rzucało mnie jak Żydem po pustym sklepie... Powrót tradycyjnie przez Wojska, halę AA i Litewską.
Po powrocie pokrzepienie izotonikiem "Rowing Jack" oraz solidnym łykiem śliwkowego bimbru :-)
Mam wrażenie, ze Miodowa to moje rowerowe zimowe więzienie, zatem muzycznie musi to być "My own prison"




