Pierwszy raz zawiódła mnie moja Dakota - była włączona, ale ślad się nie zarejestrował, dystans na oko z Google mapy. Wojska do Międzyparkowej, naokoło Arkonki , do Pola, parkiem do przejścia JP, Leszczyńskiego, Waryńskiego, 2 razy dookoła placu J.Wujka i Siemiradzkiego do domu.
Dziś po pracy wskakuję w nowe obuwie i truchtam dwa razy dookoła Arkonki, oby zdążyć przed stadem ruszającym o 18:00 z Jasnych Błoń. Samotny wilk nie biega w stadzie ;-) Dosyć pusto, dziewczę na bicyklu ambitnie kręci kółka, dwóch chłopaków biega w odwrotnym kierunku. Spokój, nawet tym razem nie założyłem obręczy bólu... Czyżby organizm już wczytał dane ? Powrót przez Szafera Hill - masakryczne korki koło Hali - przyjechały ciężarówki Coca-Coli, trzoda waliła z całego miasta zobaczyć te cuda-wianki. A trujcie się, na zdrowie :-) Wracam przez o dziwo świetnie oświetloną od samego osiedla Litewską. Przy dobrej muzyce po pewnym czasie człowiek ma wrażenie, że ciało biegnie samo, jakby sterowane przez niewidzialnego operatora...
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)