Wpisy archiwalne w miesiącu

Wrzesień, 2014

Dystans całkowity:618.11 km (w terenie 85.00 km; 13.75%)
Czas w ruchu:27:46
Średnia prędkość:22.26 km/h
Maksymalna prędkość:58.00 km/h
Suma podjazdów:2710 m
Liczba aktywności:12
Średnio na aktywność:51.51 km i 2h 18m
Więcej statystyk

Etap 69

Środa, 3 września 2014 · Komentarze(2)
Dzisiaj w planie 50ka przez Police do Uniemyśla i powrót przez Nową Jasienicę i Tanowo. Ruszam i na rogu spotykam kolegę, pyta czy możemy jechać razem. Zgadzam się i już wiem na pewno : nie pojedziemy asfaltem i na pewno wylądujemy w Bartoszewie na izotoniku...W sumie po to mam górala. Koło Arkonki wjeżdżamy w las, docieramy do Miodowej i pierwszy raz podjeżdżam ją terenem. Przecinamy ulicę i jedziemy lasem w stronę Gubałówki, dalej pięknym jarem, o istnieniu którego nie miałem pojęcia. Z roweru zrzuca mnie podjazd przerośnięty korzeniami, krótkie butowanie i lądujemy na Podburzańskiej. Zaraz z niej odbijamy z powrotem w las i niebieski szlak wiedzie do mostu Wilhelma Meyera, zupełnie o nim nie wiedziałem - jest tam stanowisko informacyjne.


Most nad strumieniem koło Gubałówki


Widok na jar ze strumieniem

Dalej szlakiem niebieskim wracamy na Podbórzańską koło Dębów Bogusława i stamtąd na Siedlice fajnym downhillem przechodzącym w trzęsikostkę. W Siedlicach w lewo w las na drogę nr 38, która różną nawierzchnią z przewagą błoto-piasku doprowadza nas do nowo budowanej leśnostrady szutrowej nr 40 z wylotem na Bartoszewo. Dziwne, tyle razy tamtędy jeździłem ścieżką , a nie zwróciłem na nią uwagi... Potem izo w Bartoszewie i powrót do domu przez Głębokie i Litewską. Nie było nabicia dystansu, ani pompowania średniej, ale bardzo fajne leśne trialowe klimaty, góral się przydał :-) 

Etap 68

Wtorek, 2 września 2014 · Komentarze(1)
Dzisiaj pierwsze popracowe wrześniowe pedałowanie, w sumie wyjazd bez planu, ot tak, aby pokręcić odnóżami. najpierw do teściów z misją kurierską, kierunek sam się potem narzuca - Łukasińskiego i wybieram Mierzyn. Kręcę się przy budowie domu kuzynki i dalej szosą na Dołuje i dalej na Lubieszyn. Zamierzam jechać starą drogą na Buk, ale w sumie - dlaczego nie sprawdzić, co słychać w Bismarck, dawno tam nie byłem ? Tu zaczynają się błędy w strategii - najpierw jadę na twardych przełożeniach w celu ćwiczenia nogi, ale po jakimś czasie stwierdzam, że postaram się pojechać 25 km w godzinę - finisz w Blankensee, brakuje 800 m. Pozwalam sobie na przerwę na granicy na batonika, a może dwa... Teraz wiem, ze pojadę przez Bartoszewo, skoro można dojechać do 50 km, to czemu nie ? Na podjeździe za Dobrą mija mnie kolega szosowiec, śpieszmy się ich obserwować, tak szybko znikają :-) Obieram kolejny cel cząstkowy, czyli utrzymać średnią min. 24 na 50 km. Idzie w sumie nieźle, trzymam tempo, na podjeździe przed Głębokim wyprzedza mnie kolega na góralu, ale skaczę mu na koło i można było śmiało powalczyć - ale zabraknie kilometrów do 50 jeżeli nie odbiję naokoło jeziora, co niebawem czynię. Tam jest fajne MTB dla leszczyków, usiłuję skakać przez korzenie i mijam innych rowerzystów. Niestety, jazda po terenie powoduje spadek średniej, mimo ambitnego finiszu przez Wojska i koło hali na Szafera nie dowożę 24km/h...
Nie pomogłą nawet Metallica, choć chłopaki dawali z siebie wszystko...
Planowanie i konsekwencja w realizacji działań przydają się nie tylko na rowerze. Przekroczyłem tylko plan kilometrów, co oczywiście cieszy, no i niespodziewanie wykręciłem najlepszą średnią ever :-)