Znowu rowerowanie trzeba rozpoczynać od nowa, po ciężkim, obfitującym w wyjazdy i imprezy miesiącu maju... No i trudno. Nie udało mi się zmobilizować w upalny weekend, ale wczoraj wieczorem było juz bardzo przyjemnie. Skusiłem się na Dobrą/Sławoszewo - najpierw pod wiatr, potem już z prawdziwą przyjemnością.
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)