Etap 10 - zdążyć przed deszczem na pętli sławoszewskiej
Niedziela, 21 lutego 2016
· Komentarze(2)
Luty nie rozpieszcza, w ten weekend był apetyt na jakąś samobójczą setkę , ale nie ma dla mnie gorszej rzeczy, niż jazda w zimnym deszczu. Z wiatrem jakoś się godzę, ale deszczu nie lubię i już. Na śniadanie niespodzianka - pyszne naleśniki z serem i dżemem, co za porcja energii :-) Ruszam na około 2 godzinną przejażdżkę, żeby zdążyć przed deszczem. Na Głębokie docieram w momencie, kiedy rusza peleton koksów - ha, moc naleśników na pewno pomoże mi dospawać i schować się za peletonem przed wmordęwindem. Taaaak, na pewno.... Po krótkiej walce odpuściłem sobie. Oni pewnie umówili się na "jazdę w tlenie", to znaczy taką , po której podaje się tlen ;-) Jak wyjeżdzalem na prostą w Wołczkowie, to oni znikali z oczu, w Dobrej już ich nie widziałem. Pojechałem starą drogą na Buk, wróciłem do Dobrej ścieżką rowerową. Na rondzie rzut oka na niebo - powinno udać się przejechać na sucho przez Bartoszewo - wiatr sprzyja. Koło sławoszewskiej "Zjawy" wspomniałem spotkanie z Kubą i Januszem, pomyślałem, że pewnie gdzieś kręcą - może też na tej trasie ? No i proszę, po wyjeździe z Bartoszewa trafiam na tych sympatycznych kolegów - chwilę rozmawiamy i ruszamy dalej, bo deszcz wisi nad nami. Ciekawe, ze jeździmy tą pętlę w przeciwnych kierunkach - ja wolę wracać do domu bezpiecznie po ścieżce, niż ruchliwą trasą Dobra-Wołczkowo-Głębokie.
4 dychy - zawsze coś tej nędznej rowerowo zimy.
Dziś podłączyłem sobie pasek i obserwowałem tętno i kadencję - jakby miało mi to w czymś pomóc ;-)
Pomaga na pewno w zabijaniu czasu na dobrze znanych trasach ;-)
4 dychy - zawsze coś tej nędznej rowerowo zimy.
Dziś podłączyłem sobie pasek i obserwowałem tętno i kadencję - jakby miało mi to w czymś pomóc ;-)
Pomaga na pewno w zabijaniu czasu na dobrze znanych trasach ;-)




