Drugi w tym roku dojazd do pracy. Powrót przez nadodrzańską trasę, ale ruch był tak bardzo uciążliwy, że uciekłem już na Świętojańskiej. Stamtąd do Ostoi-Zagórskiego, dalej na Podbórz i Miodową w dół.
Po ostatnim powrocie do domu z pracy przy okazji "Dni Odry", co zajęło półtorej godziny, w piątek postanowiłem pojechać rowerem. Po tak długim lenistwie licznik nie zapisał pierwszej części trasy, dlatego mnożę dystans z załączonej mapki x 2, bo jechałem dokładnie tą samą trasą. Na drogach nie było tragedii, bo milicja i żandarmeria kierowała ruchem na kluczowych skrzyżowaniach. Ale przynajmniej sie przejechałem na rowerze :-)
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)