Sobotni wieczór nieco wymknął się spod kontroli. Razem z winowajcą wietrzyliśmy głowy podczas przejazdu drogami i lasami okolic Polic i Tanowa. Dwa razy łapał nas deszcz, wiatr też był elementem dodatkowej pokuty. Nie było czasu na cyknięcie fotki.
Po obiedzie szansa na krótka przejażdzkę - skoczyłem na Twardowskiego popatrzeć na pożegnanie ze starym stadionem, nasza poczciwą Papricaną, na której spędziłem wieeeeele godzin w dobrym towarzystwie ;-) na Twardowskiego policaje mnie nie wpuścili, fortki łuku trzeba będzie cyknąć w tygodniu. Podjechałem od karłowicza, już do przerwy było 0:1, a skończyło się 0:3. Chyba nie tego oczekiwali kibice. Przejechałem sobie nową ścieżką na 26go Kwietnia, myślałem o nowej ściezce Karwowo-Warnik, ale czarne chumry skloniły mnie do odwrotu. Od Mierzyna już w narastającym deszczu - na szczęście prawdziwa ulewa zaczęła się w momencie, jak zamykałem drzwi od garażu.
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)