Odpowiedź na tytułowe pytanie jest banalnie prosta - zasłuchany w muzykę ZZ Top w Marienthal przegapiłem skręt na Uhlenkrug i poleciałem na Koblenz . Nie ma tego złego, dzięki temu znalazłem mauzoleum rodziny von Eickstedt, które kiedyś widziałem na blogu Mirka.
No ale za to już nie miałem czasu na odwiedziny w Torgelow, zachodni wiatr szarpał okrutnie. Walczyłem z brukiem, szutrem i płytami przez Krugsdorf i Friedberg no i z Viereck zamiast na północ zawinąłem z powrotem na Marienthal i Grunhof. Drogę do domu urozmaiciłem przez Mewegen na Blankensee. Skoro nie udało się trafić do celu, to przypilnowałem chociaż przejechania kolejnej w tym roku stówki.
Dzisiaj wszystko, co żyje i śmiga na rowerze ścigało się dookoła Miedwia. A ja spokojnie wykręciłem przyjemną pętelkę przez Stolec i Zalesie.
Stolec na żądanie - gdyby ktoś miał z tym problemy, to polecam ;-)
Na rondku odbiłem na Myślibórz, bo jeszcze tam nie byłem - eksplorację przerwało mi stadko 3 kundli, gotowych do sparingu. Wrócę tam z gazem. Potem tradycyjny popas w Zalesiu, należy się po 50 km...
Usain dla ubogich.....
Powrót przez Tanowo i Głębokie, deszcz od Hali AA i to koniec przygód na dzisiaj.
Dzisiaj kręciłem w towarzystwie P!nk, dziewczyny i do szabli i do szklanki, do tańca i różańca nie doszliśmy ;-)
Po południu nie padało, zatem przejechałem pętlę, na którą miałem ochotę wczoraj. Pogoda sprzyjała, Garmin nawalił (rozładowany mimo pełnej baterii rano), więc jechałem nie patrząc na kadencję czy prędkość.
Pomnik Elisabeth von Arnim w Buku
Lubię trasę na Dobieszczyn przez Buk i Stolec, może asfalt jest miejscami marny, ale za to aut mało, albo wcale. Z Dobieszczyna też puściutko, kilka aut minęło mnie dopiero przed Tanowem. Dzięki kolarzówce te 50km mijają jak wiecie z czego strzelił :-)
Dziś rocznica śmierci K.K.Baczyńskiego , strzelaliśmy do Niemców diamentami....
Pogoda nie rozpieszcza, a w portalu yr.no zatrudniono chyba uchodźców, którzy nie sa meteorologami, bo trudno już kierować się ich prognozami. Wieczorem miało nie padać, zmokłem już w Dobrej, dlatego tam na rondku w tył zwrot i do domu. Zawsze to coś, krótkie przewietrzenie...
Rozładował mi się Garmin zaraz po wyjeździe z domu, dziwna sprawa.... Włączyłem nieStravę w telefonie za Litewską....
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)